Vanessa Swan jest 18 letnią dziewczyną. Życie wystawia ją na wiele prób: zdrada chłopaka, niechciana ciąża, utrata dziecka i jego ojca.... Po tym ja Clyde zdradził Van, ona idzie przez las i napotyka się na sławną gwiazde Justina B. chłopak staje się jej bratnią duszą ale nie na długo... Dziewczyna dowiaduje się że jest w ciąży i podczas obiadu z Justinem i jej rodzicami mówi o tą wspaniała nowinę... Justin wpada w szał i wrzeszczy na Van... Dziewczyna traci ciąże.... Więcej na rozdziałach :|
czwartek, 11 czerwca 2015
niedziela, 7 czerwca 2015
Clyde czy Justin, wybieraj albo odejź cz.6
To było strasznie dziwne już od dawna nie byliśmy razem i zerwaliśmy... Znów go straciłam i chodź właściwie o to mi chodziło, bo mam Justin'a to jest mi smutno...Znów to uczucie tracenia kogoś bliskiego, znów ta pustka, a mogliśmy być przyjaciółmi... Albo może nie było dla nas szansy, los płata figle, i już sama nie wiem czego ten los chce... Czas pokaże.
W tej chwilii Justin wyszedł na scenę. Dziki tłum dziewczyn zapiszczał, a ten krzyknął:
-HEEEEEEEEEEEEEJ WSZYSTKIM GOTOWI NA SHOWW?!-dziewczyny pisnęły z podwójną mocą.-NO TO ZACZYNAMY.-dodał po chwilii, muzyka zaczęła lecieć, wyszli tancerze.
Justin zaśpiewał kilka piosenek, usłyszałam pierwsze melodie jakiejś chyba wolnej piosenki, szczerze mówiąc nigdy nie słuchałam Justin'a.
-To dla kogoś specjalnego.-powiedział i uśmiechnął się uroczo w moją stronę, zaczerwieniłam się, a Justin zeskoczył ze sceny i wyciągnął w moją strone rękę.
-Choć Vanessa, to nasz czas.-szepnął mi do ucha i wciągnął mnie na scene, posadził na krzesełku, dał kwiaty i zaczął śpiewać.
Wow, dwie piosenki w ciągu jednego popołudnia dedykowane dla mnie? Szaleństwo. Te 3 minuty były piękne, ale w piosence Clyde'a było coś innego, ona była taka od serca, a ta Justin'a pełna komercji... Sama nie wiem czego chcę. Narazie niech zostanie tak jak jest. Nawet nie zorientowałam się kiedy muzyka przestała leciec, a Justin pocałował mnie w usta na koniec, wszystkim dziewczynom zrzedły miny.
-Kocham Cię.-powiedział
-Kocham Cię.-powtórzyłam
-D@!#*A! D@!#*A!- krzyczały dziewczyny, krzyczały wiele innych obelg na mnie, nienawidziły mnie... Ludzie, którzy mnie nie znają nienawidzili mnie... Popatrzyłam się na Clyde'a stał obejmując Melisse w pasie i uśmiechał się triumfalnie, jakby napawał się tym że wszyscy mnie nienawidzą. W moich oczach pojawiły się łzy, zrobiło mi się słabo, kręciło się w głowie, nie mogłam złapać oddechu...
-Jusstin, źle się czuje.- szepnęłam mu do ucha, a ten wyglądał na bardzo zmartwionego. Płakałam jak małe dziecko. Natychmiastowo wyszliśmy ze sceny za kulisy. Czułam się wręcz okropnie.
-Van! VAN!- darł się Justin-Słyszysz mnie?!
-Tak, tak. O co pytałeś?
-Na pewno nie chcesz iść do lekarza? Nie słuchaj ich, po prostu są zazdrosne, to jest chore... Jeszcze wiesz Clyde wcześniej zadedykował Ci piosenkę... Nie ważne, po prostu się nie przejmuj kochane. Napij się.- podstawił mi szklankę pod same usta.
-Na pewno... Wole nie komentowac tej sprawy, strasznie uczucie wiedzieć że ludzie którzy Cię nie znają nienawidzą Cie. Eee Justin ja umiem sama pić...- zaśmiałam się
-Oh przepraszam, jestem strasznie zakręcony. Oni Cie w cale nie-nienawidzą.-powiedział i pocałował mnie w czoło.-Muszę iść, ogłaszam wyniki.-dodał po chwilii i zniknął przy wejściu na scenę.
Ze sceny słyszałam tylko pojedyńcze słowa, więc podeszłam bliżej wejścia na scenę i wystawiłam lekko głowe.
-Szansę na pokazanie swojej kolekcji na międzynarodowym tygodniu mody w Paryżu dostaje... STEPHANIE MEYER!- ogłosiła Chloe, a podekscytowana Steph poczłapała na scenę.
-Nie mam co Ci wręczyć Stephanie oprócz przepustek na pokaz, bo lecisz ze mną, i wszystko będzie działo się tam.-zaśmiała się Chloe, a Steff uśmiechała się jak głupia.-GRATULACJE!-krzyknęła na koniec i wraz ze Steph ruszyły w stronę kulis.
-Gratuluje Steffie, należało Ci się.-powiedziałam z uśmiechcem na twarzy i przytuliłam ją.
-Dzięki, Ness. Nic nie mówiłaś że Twój chłopak to Justin Bieber!-parsknęła
-Opowiem Ci później, wszystko po kolei, a teraz idź bo Chloe się niecierpliwi, chyba nie chcesz stracić nagrody!
-Oj niee! No nic do zobaczyska .-powiedziała i odeszła.
W tym samym momencie Justin wyszedł na scenę, aby ogłosić główną nagrodę.
-Zwycięzca i przyszłą gwiazdą jest.... CLYDE HARRIS!-krzyknął z dziwnym grymasem na twarzy
Zdezorientowany Clyde wszedł na scenę.
-Twoim mentorem będzie Justin Timberlake.- w tym samym momencie wyszedł on na scenę i wręczył Clyde'owi kontrakt muzyczny na promocję i nagranie płyty.
-No to ja i młody talent muzyczny zmykamy teraz za kulisy omówić wszystko. NARAA!- krzyknął i zeszli ze sceny. Mijając mnie Clyde nawet nie popatrzył totalnie zignorował moje 'gratulacje'. Miał mnie po prostu gdzieś. W sumie nie dziwię mu się, ale to wciąż bolało i to bardzo. Clyde podszedł trochę dalej, gdzie już czekała na niego Melissa, rzucili się na siebie, ochyda. Na szczęście Justin już wyszedł ze sceny, bo dziewczyny poprosiły go o jeszcze jedną piosenkę.
-Vanessa, nic Ci nie jest?-spytał czule, chyba wywnioskował to z mojej miny.
-Nie, wszystko jest ok.-powiedziałam i zamyśliłam się, bo zobaczyłam Luce idącego za sceną, wyglądał na smutnego.- Przepraszam, musze coś załatwić, zobaczymy się na przyjęciu pożegnalnym, znajdę Cie, ok?-nie czekając na odpowiedź odbiegłam w stronę Luci.
-Hej Luc, wszystko w porządku?-spytałam
-Tak...-zawachał się.-a właściwie to nie.-dodał po chwilii.
-Czemu? Luca, co jest? Możesz mi powiedzieć i dobrze o tym wiesz.-zapewniłam go
-Nie jestem pewny Van, właściwie to my już ze sobą nie gadamy, jutro już wracasz do domu...Prawdopodobnie nigdy więcej się nie zobaczymy.-posmutniał jeszcze bardziej
-Luca, nawet tak nie myśl. Wiem, przepraszam Cię, ostatnio wiele się wydażyło w moim życiu, dobrze o tym wiesz. Mów co jest, ja nie odejdę. Chcę Ci pomóc.
-Właściwie wszystko jest ok tyleże tęsknię za Charlotte, czuję jakby brakujący element w moim sercu. Jeszcze no wiesz ja mieszkam w Rzymie, a ona w Toronto... Dzieli nas ocean... To mnie jeszcze bardziej przygnębia.
-Luca, ona też na pewno za Tobą tęskni... Teraz jest internet, możecie codziennie gadać na skype, co ferie, wakacje się spotykać. Wiem że skype nie wynagrodzi Ci czasu z nią spędzonego, ale to zawsze coś. Hej, jeszcze miesiąc wakacji może zaprosić ją do siebie albo odwiedzisz ją?-dałam pomysł.
-NESS JESTEŚ GENIALNA!-krzyknął rozradowany.-Muszę zadzwonić.-przytulił mnie, dał mi buziaka w policzek i wyciągnął Iphone'a z kieszeni. Cichutko zmyłam się w stronę przyjęcia pożegnalnego. Od razu w oczy rzucił mi się Clyde obściskujący się z Melissą, gdy mnie zobaczył rzucił tylko pogardilwe spojrzenie i obrócił wzrok. Następny zobaczyłam tłum dziewczyn, a w środku niego Justin'a... Fanki, od razu przemkło mi przez myśl, Justin mnie zobaczył i bez namysłu delikatnie powiedział im żeby sobie poszły...Pocałowaliśmy się namiętnie.
-Mówiłem Ci już że ślicznie wyglądasz?-uśmiechnął się uroczo.
-Hmm...Jakieś pięć milionów razy?-parsknęłam śmiechem i dałam mu buziaka.
-Mam dobre wieści, wylatujemy tym samym samolotem.-oznajmił
-Ooo, wielka gwiazda jedzie z obozem?-zakpiłam.
-Nie to śliczna Vanessa, leci z głupią gwiazdą.-odparł.-Jak zgadzasz się? Odlot różni się tylko tym że my wylatujemy rano, a oni wieczorem. Po za tym lecimy moim prywatnym odrzutowcem.-puścił mi oczko.
-Jak to ty lecisz do Toronto? Jasne że się zgadzam głuptasie.-odpowiedziałam
-Van...Ja tam mieszkam.-mówiąc to zrobił ze mnie idiotke, ale szczęśliwą idiotke.
-ALE SUPER!-powiedziałam to głośniej niż miałam w zamierzeniu.
Przetańczyłam z Justin’em cały wieczór, wszyscy dzisiaj szybciej wrócili do domków, bo przecież już jutro wyjazd, u nas w domku zostałam tylko ja i Stephanie, bo Char jak już wcześniej wspomniałam wyjechała, a Emily zabrali rodzice bo zachorowała. Szkoda, wydawała się fajna.
-Tęsknie za Charlotte.-przerwała milczenie Steff.
-Ah, ja też.-napąknęłam, i w tym momencie jakby czytała nam w myślach zadzwoniła Charlotte.
-Hej Vanessa! Tu Charlotte.-powiedziała wesoła do słuchawki
-Wiem kto to, poczekaj przełączę na głośnik jestem ze Steph.
-Ok, hej Stephanie!
-Hejka!-powiedziałyśmy obie.
-Mam dla Was wiadomość, jest taka średnio dobra- w tym momencie zaśmiała się-Resztę wakacji spędze u Luci!-ryknęła do słuchawki
-Wspaniale!-powiedziałam
-Będziemy za Tobą szalenie tęsknić, wiesz?- dodała Steff
-Wiem,wiem.-ponownie się zaśmiała-ja za Wami bardziej!-oznajmiła Charlotte
-A wiedziałaś że chłopak naszej Van to Justin Bieber?
-Co kurna?! Zalewasz!
-Właśnie nie, nie wiem jak to się stało ale tak. Nasza Van to podbiła serce najbardziej rozchwytywanego nastolatka na tej planecie!-zaśmiały się razem, z resztą ja z nimi
-Dobra, to nie jest takie ważne, a właśnie żebym nie zapomniała, jednak nie wracam z obozem, tylko z Justin’em.-oznajmiłam
-Czyli zostawiasz mnie?-powiedziała Steph i udała naburmuszoną
-Oooo, widze że Justinek rozpieszcza.-powstrzymywała śmiech Char-dziwnie się gada nie widząc Was.-dodała po chwili- a na dodatek jeszcze nie będziemy się tak długo wiedzieć, nie wiem czy powinnam jechać…
-Powinnaś, Luci nie będziesz widziała jeszcze dłużej.-stwierdziłam.
-Właśnie, po za tym chodzimy razem do szkoły, na pewno to nadrobimy, masz jechać!-zgodziła się Steffie
-Kocham Was dziewczyny.-powiedziała
-My Ciebie też.-uśmiechnęłyśmy się.
-Dobra trzeba kończyć, musimy się pakować, po za tym zapłaciły nieziemski rachunek! Pa, buziaki!-pożegnałyśmy się
-Buziole! Do usłyszenia.- i usłyszałam już tylko szum słuchawki, będę tęsknić za Charlotte, za jej wygłupami, za wszystkim, ale przecież się jeszcze zobaczymy.
Wyciągnęłam walizkę z szafy i zaczęłam się pakować, cieszę się że Justin mieszka w tym samym mieście. Mam nadzieję że nie przekrocze limitu bagażu. Wreszcie mogę powiedzieć ‘jestem szczęśliwa’, chyba powinnam się bać że to wszystko stracę? Cóż nie boję się, polecam to uczucie.
Spojrzałam na zegarek, już strasznie późno, musze iść spać, bo jutro musze wstać o 6:00 gdyż na 9:30 jest wylot. W sumie to cieszę się że już wracamy, bo tu właściwie przestało być kolorowo. Po za tym jeszcze 2 dni więcej z tą zdzirą Melissą i chyba wydłubałabym jej oczy, poważnie.
--------------------------------
STEPHENIE MAYER - Dlaczego??- Dlatego że nwm w jaki sposób imie mojej ulubionej autorki znalazło się tutaj :P Ale niech będzie mi się podoba ! :D Sthephenie Meyer autorka BESTSELLER'ÓW pt. : Zmierzch, Księżyc w nowiu, Zaćmienie.. Oraz MEGA BESTSELLER'A pt. Przed świtem <3 ... Napisała również książek opartą na motywach Zaćmienia pt : Drugie życie Bree Tanner ( The Twilight Saga Breaking Dawn- po polsku Saga Zmierzch Przed świtem :D Film składa się z 2. W książce wszystko jest zebrane w całość - no bo przecież fil oparty jest na książce :D )
Clyde czy Justin, wybieraj albo odejż cz.5
Ale o czym tu
marzyć? W moim życiu potrzeba cudo twórcy. 01:00... 02:00...03:00...03:05...
Film się urwał….
Obudziłam się
zmęczona, paranoja. Moje życie to istny chaos, musze wszystko poukładać.
Spojrzałam na ekran BlackBerry żeby
sprawdzić godzinę 6:03, wcześnie, 21 wiadomości, Justin. Odczytałam jedną z
nich:
"Kocham Cię."
Uśmiechnęłam się sama do siebie, jaki on słodki. Za 5 dni konkurs. Myślę że wielkie szanse ma Stephanie z jej kolekcja, jest naprawdę niesamowita.
"Kocham Cię."
Uśmiechnęłam się sama do siebie, jaki on słodki. Za 5 dni konkurs. Myślę że wielkie szanse ma Stephanie z jej kolekcja, jest naprawdę niesamowita.
~*~*~
5 dni później:
~*~*~5 dni później:
Za 2 godziny zaczyna się konkurs, zwlekłam się z łóżka, poszłam do łazienki, ubrałam się (STRÓJ), pomalowałam, uczesałam i wyszłam.
-Hej kochanie.- powiedział Clyde, który stał przed domkiem. On nadal nic nie wie, nie wie że od około 2 tygodni nie jesteśmy już razem… Nie wiem kiedy będzie odpowiedni moment żeby mu to powiedzieć co gorsza nie wiem jak mu to powiedzieć.
-Hejka…Życzę Ci powodzenia na konkursie.-uśmiechnęłam się promiennie
-Przyda mi się, przygotowywałem się jakieś 5 dni, nawet nie wiedziałem że występuje… Ale jakoś to będzie.-zaśmiał się uroczo.
-Na pewno wypadniesz cudownie.- powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek
-Mam nadzieję. Ja już lecę na próbę.-oznajmił pocałował mnie w czubek głowy niczym małą dziewczynkę i odszedł machając mi.
-Przyjdę za jakąś godzinę!- krzyknęłam za nim, on obrócił się gestem pokazał ok i uśmiechnął się. Ruszyłam w stronę plaży, miałam ochotę wszystko przemyśleć jak to będzie. Na brzegu zobaczyłam Justin’a.
-Cześć.-podeszłam bliżej. On nic nie powiedział tylko podszedł i pocałował mnie namiętnie.
-Kocham Cię, tak bardzo Vanessa.-powiedział czule. Nie odpowiedziałam nic, bo nie wiedziałam co czuję. Nic nie wiedziałam.
-Vanessa? Kochasz mnie?-zapytał nagle.
-Justin, ja… nie wiem. Przepraszam.
-To przez Clyde’a?!-powiedział jakby zdenerwowany podnosząc ton.
-Nie, Just… Ja po prostu nie wiem…-mówiłam
-Jasne, wiesz co muszę iść na próby.- mówiąc to obrócił się i odszedł szybko.
Rzuciłam się na wilgotny piasek ze łzami w oczach, przełknęłam slinę, Vanessa musisz być silna, niedługo wszystko się wyjaśni, musisz to przetrwać. Leżałam tak na piasku myśląc o wszystkim co się teraz dzieje, spojrzałam na zegarek BlackBerry, 12:55, 1 wiadomość.
„GDZIE JESTEŚ? –Clyde”
Co on pieprzy, mam jeszcze czas… Zaraz, zaraz. 12:55.
-CHOLERA!- zaklęłam sama do siebie, za 5 minut konkurs! Szybko wstałam i rzuciłam się w bieg. 3 minuty, 2 minuty, cholera nie zdążę, dobiegłam na miejsce pięć po trzynastej, na szczęście Demi pieprzyła jakieś głupoty i zdążyłam. To było takie ważne bo pierwszy występ ma Steph…Miała być Char, ale rodzice zabrali ją wcześniej z obozu… Taka niespodzianka. Charlotte nie była tym faktem zadowolona że jedzie na wesołe wakacje z rodzicami, ale w końcu musiała.
-A teraz pierwsza uczestniczka Selena Hastings!- powiedziała nagle Demi, i wyrwała mnie z rozmyślań. Jak to Selena? Wygryzła Steph?
-Suka, no nie?- znikąd wyłoniła się koło mnie Stephanie.
-Co racja, to racja.-zgodziłam się.
-Zaczynajmy pokaz mody!- krzyknęła Selena, muzyka zaczęła grać i wyszły modelki w strojach… STEPHANIE?!
-CO?!!!!!!!- wydarła się Steff i pobiegła w stronę DJ’A. Nagle muzyka ucichła, a Stephanie wyszła na scene, jak i również rozkojarzona Sel.
-Drodzy obozowicze, jury, te stroje są mojego autorstwa.- oznajmiła Stephanie
-CO?! Oszczerstwa!-ryknęła wkurzona Selena.
-Możesz to udowodnić?- wyszła na scenę przewodnicząca jury
-Naturalnie.-powiedziała i podeszła do jednej z modelek, podniosła jej lekko sukienkę, na której wyhaftowany był napis: „Stephanie Mayer”
-Co powiesz teraz złociutka?-zapytała z szyderczym uśmiechem Steff.
-No… więc…- Selena rozpłakała się i wybiegła ze sceny.
-Najmocniej przepraszam. Stroje będą uznane za Twoje, a swoją drogą są naprawdę niezłe.- powiedziała Chloe (przewodnicząca) i puściła oczko do Steff.- NO WIĘC WRACAMY DO KONKURSU!!!-krzyknęła na koniec, a publika zaczęła bić brawo. Teraz miał być występ Clyde’a…
Clyde wyszedł na scenę, wyglądał na tak szczęśliwego…
-To dla kogoś specjalnego.- powiedział i usiadł z gitarą koło mikrofonu. Melissa popatrzyła się na mnie z szyderczym uśmiechem jakby była pewna że to dla niej. Clyde zaczął grać na gitarze, pierwsze słowa piosenki, sam ją napisał, wiedziałam o tym, bo na zajęciach mieli takie zadanie, ale on był taki cudowny, ma piękny głos, ma talent nie wiedziałam o tym. Łzy napłynęły mi do oczu, śpiewał o naszych przeżyciach… Śpiewał o nas. Na te 3 minuty piosenki całkiem odpłynęłam nie wiedziałam co się dzieje, nawet nie zauważyłam Justin’a patrzącego się krzywo z zza sceny. Clyde skończył.
-Kocham Cię Vanessa.-powiedział na koniec. Ludzie zaczęli bić brawo. Zdezorientowanej Melissie zrzedła mina, zobaczyłam jak wkurzona zmierza w moją stronę.
-To Twój koniec dziwko.- wysyczała, pociągnęła mnie z bara i poszła w stronę Clyde’a, bez namysłu rzuciłam się za nią.
-Nie, nie możesz. Nic nie rozumiesz! MELISSA!- wykrzyczałam bo było głośno. Za późno Melissa doszła do Clyde’a, nie zdążyłam, Clyde ze łzami w oczach…
-Vanessa, to prawda?-zapytał z nutką nadziei, wyglądał jakby w jednej sekundzie całkiem upłynęło z niego życie.
-Clyde, ja.. ja przepraszam…-rozpłakałam się
-Ja już nic więcej nie chce wiedzieć… Zaraz… Przecież ty ze mną zerwałaś! Wypadek… Szpital. Pamiętam…- przypominał sobie wszystko stopniowo…
-Przykro mi Clyde. Ja już jestem z kimś innym…
-Nie ważne Vanessa.- odwrócił się i poszedł. Melissa tylko uśmiechnęła się triumfalnie, i podbiegła do niego oferując mu zapewne swoje towarzystwo i pomoc.
sobota, 6 czerwca 2015
Clyde czy Justin, wybieraj albo odejź cz.4
-Na serio nie wiedziałam co robię….
-Wiemy Van... Głupio zrobiłaś, nie martw się Clyde się nie dowie. - zgodziły się dziewczyny.- No, teraz szykujmy się zaraz śniadanie i zajęcia.
-Dzięki, jesteście najlepsze.- uściskałam je obie.
Poszliśmy na śniadanie, cały czas unikałam wzroku Clyde'a po prostu nie mogłam teraz spojrzeć mu w oczy.
-Hej kotku co jest?- objął mnie w pasie i spytał czule
- Nic, a co ma być?- spytałam niepewnie odwracając wzrok.
-Nie wiem, ale zachowujesz się jakoś dziwnie i wydajesz się być smutna.
-To tylko się tak wydaje, dopiero odkryłeś że jestem dziwna?- spytałam i uśmiechnęłm się promiennie.
-Oj już dawno, dawno.- zaśmiał się
-No wiesz co, phi dzięki!
-Kocham Cię ty mój dziwaku.- i dał mi buziaka w czoło.
-Ja Ciebie też.-uśmiechnęłam się lekko.
Czułam się rzeczywiście dziwnie, bo on o niczym nie wiedział, będę musiała go oszukiwać, bo nie chcę go ranić... Tak bardzo.
-Muszę lecieć na zajęcia.-powiedziałam
-Jasne, ja właściwie też, do zobaczenia później słonko.- powiedział dał mi buziaka i poszedł w swoją stronę.
Już wchodziłam do sali gdzie miałam zajęcia kiedy nagle coś mocno szarpnęło mnie do tyłu i przycisnęło do boku budynku. Zobaczyłam twarz Melissy.
-Wiem co się stało w nocy słonko, więc albo zerwiesz z Clyde'm, albo wszystko się wyda kotku.- powiedziała z szyderczym uśmiechem na twarzy i wbiła mi szpilkę w nogę.- No to jak będzie?- dodała po chwili.
-Ze-zerwę z-z-z nim- wybełkotałam, a łzy napłynęły mi do oczu.
-Tak myślałam.-uśmiechnęła się i odeszła.
Weszłam do salki cała roztrzęsiona co zdążył już zauważyć Luca, bo popatrzył się w moją stronę i jakby posmutniał, specjalnie usiadłam na drugim końcu sali, nie chciałam teraz o tym z nikim gadać, nie chciałam gadać o niczym, podsumowując.
Weszłam do salki cała roztrzęsiona co zdążył już zauważyć Luca, bo popatrzył się w moją stronę i jakby posmutniał, specjalnie usiadłam na drugim końcu sali, nie chciałam teraz o tym z nikim gadać, nie chciałam gadać o niczym, podsumowując. W środku zajęć wyszłam, nie mogłam usiedzieć, nauczycielowi wytłumaczyłam to 'bólem głowy'. Strasznie się czułam, tylko skąd Melissa wiedziała... Nie chciałam z nim zrywać, tak bardzo go kochałam, ale nie mogłam też dopuścić żeby się o wszystkim dowiedział, więc muszę. Łzy same wypływały mi z oczu nie mogłam ich powstrzymać, z kieszeni wyciągnęłam mojego BlackBerry i wyskrobałam szybko:
"Clyde musimy pilnie pogadać, spotkajmy się za 10 minut pod fontanną."
Nie musiałam długo czekać, a już przyszła odpowiedź.
"Sam miałem to powiedzieć, musimy"
Czyżby wiedział? Nie, nie, bo skąd? Przecież Charlotte i Stephanie by mu powiedziały, może jednak Melissa, albo jedna z jej przyjaciółeczek... Może to coś innego... Szłam pod fontannę i ciągle rozmyślałam o czym on chce ze mną pogadać. Kiedy już doszłam Clyde już tam był.
-Hej kochanie.- uśmiechnął się na mój widok
-Hej...-powiedziałam ze smutkiem
-Chciałaś pogadać, coś nie tak?-spytał zmartwiony
-Nie...Właściwie to tak... Ale ty też chciałeś coś powiedzieć, mów pierwszy...
-Bo wiesz jesteś pierwszą dziewczyną, którą tak na prawdę kocham, ja po prostu nie mogę Cię stracić, pomiędzy nami jest coś magicznego, coś czego jeszcze nigdy nie czułem- z każdym słowem jeszcze bardziej zdawałam sobie sprawe jak bardzo go zranię, i jak bardzo go kocham- to chyba prawdziwa miłość, ja po prostu kocham Cię Vanesso.
-Clyde... Ja nie mogę, już tak dłużej, przepraszam, z nami koniec... -zacisnęłam pięści i powiedziałam przez łzy
-Jak to? Koniec? Żartujesz?- wyglądał jakby zaraz miał się rozpłakać, ale trzymał się żeby nie pokazać słabości
-Żegnaj Clydzie Harrisie.- powiedziałam, rozpłakałam się na dobre i pobiegłam.
-Ale ja Cie kocham!- krzyczał, kiedy byłam już daleko usłyszałam tylko ledwosłyszalne:
-Żegnaj Vanesso Evans...
Płakałam jak nigdy, poszłam na plaże, bo chciałam być sama, już miałam dość. Nie mogłam nic zrobić z tym przeklętym uczuciem pustki, że czegoś brakuje.
Kiedy wróciłam do domku było już całkiem ciemno, spojrzałam na ekran komórki 00:48, 89 nieodebranych połączeń, 30 nieodczytanych wiadomości, Justin przemykł mi przez myśl, nie myliłam się to był on.
Rano beznamiętnie, bez żadnego życia poszłam na śniadanie, nie było Clyde'a, nigdzie, pytałam znajomych nikt go nie widział, na późniejszych zajęciach też się nie pojawił. Poszłam do Demi zapytać się co jest, dowiedziałam się że Clyde, jest w szpitalu, nie wiadomo dlaczego, wsiadłam w byle jaką taksówke i pojechałam do szpitala, musiałam to pewnie była moja wina, co ja najlepszego zrobiłam.
-Clyde! Clyde!- darłam się jak opentana na korytarzu, podbiegła do mnie zaniepokojna pielegniąrka:
-Proszę pani, proszę się uspokoić, co się stało?
-Szukam Clyde'a Harris'a.
-Pokój numer 324 drugie piętro.-poinformowała mnie
-Dziękuje.- i od razu pobiegłam w tę stronę, wbiegłam do sali Clyde'a jak popażona, leżał z zamkniętymi oczami, podpięty milionami kabelków, cały blady, jakby bez życia w sobie, w tym momencie uświadomilam sobie jak bardzo go kocham... Na salę wszedł lekarz.
-Panie doktorze, co mu jest? - spytałam zaniepokojona
-Jest w śpiączce. Nie wiemy czy kiedykolwiek się wybudzi, narazie przy życiu podtrzymują go te maszyny, jeżeli za 3 tygodnie się nie obudzi niestety będziemy zmuszeni go odłączyć... Przykro mi, ale niech nie traci pani nadzieji.
-Nie stracę.-zapewniłam go i wyszłam.
Długo myślałam nad tym co powinnam zrobić i stwierdziłam że będę odwiedzać Clyde'a w szpitalu, aż do momentu aż się nie wybudzi, a później już nigdy w życiu nie stanę z nim w twarzą w twarz, bo oboje musimy ruszyć dalej, poznać kogoś nowego, ułożyć sobie życie od nowa, właściwie nie chcę tego... Ale to jest aktualnie najlepsze wyjście. Zawsze będę go kochać, nie ważne ile czasu minie.
1,5 tygodnia później:
Clyde wybudził się już ze śpiączki... Dokładniej dwa dni temu, od tej pory go nie widziałam. Jestem w ciąży z Justinem, teraz Justin i ja jesteśmy razem... Ale on jeszcze o tym nie wie, narazie nic po mnie nie widać, musze jeszcze sobie wszystko ułożyć, nadal kocham Clyde'a...
-VANESSA EVANS!- krzyknął jakiś dorosły głos, przedzierając się przez hałas stołówki.
-Tu jestem!-wstałam unosząc rękę do góry.
-Proszę, musisz jechać do szpitala.- powiedziała kierowniczka obozu
-Jak to? Co? Po co?- rozkojarzona zadawałam pytania
-Do Twojego chłopaka Clyde'a, on chce się z Tobą widzieć, już się wybudził.
-Do mojego co? Ale.. my już nie jesteśmy razem. - poinformowałam ją
-Och- zastanowiła się na chwilę- Clyde ma tymczasowy zanik pamięci, może inaczej wspomnienia zatrzymały mu się na pewnym momencie, po prostu nie pamięta waszego zerwania, nie możemy narażać go na taki szok więc póki co musisz udawać jego dziewczynę, dla jego dobra.
Przez ten czas mniej więcej udało mi się jakoś wszystko poukładać, JAKOŚ chociaż się wszystko trzyma... Teraz znów...
"Justin przyjedź do szpitala. JUŻ"
Napisałam mu sms-a powinien się o wszystkim dowiedzieć. Poczłapałam w stronę taksówki i wybrałam kurs szpital.
"Jasne. Co jest?!?!?!"
Przyszła odpowiedź. Dojechałam do szpitala. Weszłam do sali 324... Twarz Clyde'a rozpromieniła się.
-Van...Kochanie...Tęskniłem.-mówił, czułam się conajmniej dziwnie
-Clyde, ja też, cieszę się że wszystko już z Tobą ok.- powiedziałam dotykając jego policzka i uśmiechnęłam się sztucznie. Nie mogłam uwierzyć że doprowadziłam go do takiego stanu podobno w noc zerwania Clyde się upił i potrącił go samochód, wszystko przeze mnie, czuję się strasznie, powinnam trzymać się od niego z daleka.
-Poczekaj idę do toalety.-powiedziałam do Clyde'a i wyszłam do szpitalnego holu, tam już czekał Justin.
-Hej, co jest?-spytał i pocałował mnie lekko.
-Nic... Clyde się wybudził i pamięć zatrzymała mu się na tym że nadal jesteśmy razem, nie można narazie ryzykować szoku dla niego więc musze udawać że tak jest...
-Rozumiem myszko, tylko jak długo?
-Nie wiem.- Justin dziwnie posmutniał.
-Czyli dalej musimy się kryć? Chciałem oznajmić to wszytskim na konkursie, a to już za 6 dni, będę tam z moim menagerem...
-Jak narazie tak, ale już nie długo, obiecuje.- i uśmiechnęłam się.- musze już chyba tam wracać.-dodałam po chwilii, pocałowałam go i wyszłam.
-Już jesteś.-uśmiechnął się Clyde.
-Za 6 dni konkurs, kiedy wypisują Cie ze szpitala?-zapytałam
-Dziś.-uśmiechnął się
-Cieszę się Clyde, na serio.- bo i tak było, bolało mnie trochę że znów ranię osobę, która jest mi bliska, tym razem Justin...
-Biorę udział w konkursie.-wypalił Clyde
-CO?!-zrobiłam oczy jak pięcio-złotówki ze zdziwnienia
-Sam nie wiem jak to się stało, ktoś mnie zapisał, kiedy chciałem się wypisać, powiedziano mi że nie ma odwortu, najwyżej wyjdę zrobie jakieś terefere i pójde.-zaśmiał się
-Musze już iść. Obiecalam Steph że obejrzę jej kolekcję. Do zobaczenia potem.- uśmiechnęłam się i wyszłam.
Kiedy dojechałam do obozu, zobaczyłam Mike'a z SELENĄ. WHAT THE FUCK? Ignorował nas przez ostatnie 2 tygodnie i to przez nią?! Przez taką zdzire?! Przeszłam koło niego z obrzydzeniem na twarzy, nawet się nie odezwał tylko Sel targnęła mnie z bara. Smutne że on teraz nas wszystkich olewa. Cóż bywa.
-Hej Stephie.- przywitałam się
-Hejka. Gotowa na szoooooook?- spytała Steff.
-ZAWSZE!-odkrzyknęłam
-tadaaaaam!- i Stephanie odsłoniła kurtyne, za którą stały manekiny w niesamowitych strojach, ona na serio ma talent...
-PRZECUDOWNE.-aż buzia otworzyła mi się z zachwytu
-Nie przesadzaj...Ale dziękuję.- i uśmiechnęła się.
-Gadałaś z Mike'm?- spytała po chwili ciszy Steff
-Jak mogłam, on ma nas w dupie.
-Racja, musimy z nim pogadać.
-Oj, musimy.
-A jak tam u Clyde'a? I ogolnie jak z nowym tajemniczym chłopakiem?- nikt jeszcze nie wiedział kim jest mój nowy chłopak, ale obiecałam im że niedługo się dowiedzą.
-Narazie nic się nie układa, Clyde ma zanik pamięci, czas zatrzymał mu się na tym jak byliśmy jeszcze parą, a mój chłopak... Okej..-podsumowałam
-Ułoży sie wszystko niedługo.-uśmiechnęła się, Steffie samą obecnością potrafiła wprawić mnie w lepszy nastrój.
-Mam nadzieję.- lekko odwzajemniłam uśmiech.
-Wiesz co, idę do domku, muszę odpocząć i wszystko przemyśleć.-powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia
-Ok, zobaczymy się później.
Szłam mozlonym krokiem w stronę domku, usłyszałam kroki, które szły, teraz już chyba biegły, nagle poczułam że ktoś łapie mnie za ramie.
-Hej Vanessa, dawno się nie widzieliśmy.- powiedział Luca i uśmiechnął się uroczo.
-Tak trochę, strasznie dużo się dzieje w ostatnich dniach...-zamyśliłam się
-Wiem, znaczy się słyszałem, tu plotki strasznie szybko się rozchodzą.-zaśmiał się
-Taaak, dużo wiem na temat plotek. Wiesz, jestem zmęczona, muszę trochę pomyśleć...
-Chcesz zostać sama? Jasne, rozumiem.-Luca jakby dziwnie posmutniał.- Cóż idę do Destiny.
-Oooo... a kto to Twoja dziewczyna?- zapytałam i walnęłam mu muke
-Hahaha, nie... Charlotte chyba by się to nie spodobało.
-Co Charlotte, mojej Charlotte?-pytałam z niedowierzaniem
-Twojej, Twojej, jesteśmy parą... To jednak plotki tu nie rozchodzą się aż tak szybko.-i puścił mi oczko
-Ale super! Życzę Wam szczęścia z całego serca!-przytuliłam go
-Dobra, już lecę. Pa Van.
-Narka.-pomachałam mu na pożegnanie.
Postać Luci zaczęła robić się co raz mniejsza i znikać na tle słońca, które zbierało się ku zachodowi. Usiadłam na piasku zaciskając z całych sił jego granulki w pięściach, miałam mętlik w głowie nie wiedziałam co czuje, ani co się dzieje, nie znałam godziny, nawet zapomniałam jaki jest dzień tygodnia, walnęłam się na piasek i po prostu tak zwyczajnie patrzyłam w niebo, jakbym nic nie musiała, żyła z chęci, nie z przymusu.
-Hej kochanie.-zobaczyłam nad swoją głową Clyde'a.
-Hejka.-przywitałam się- Cieszę się że już wyszłeś ze szpitala, i że wszystko ok.- no nie wszystko ale to już dodałam tylko w myślach.
-Ja się cieszę że już moge być z Tobą.-i dał mi buziaka w czoło, sprawił że przez chwilę poczułam się jak mała dziewczynka...
-Chodź, zaczyna się robić późno.-powiedziałam i wstałam.
-Jasne...-zgodził się, ale powiedział to tak jakby chciał coś jeszcze dodać, ale powstrzymał się...
Ruszyliśmy w stronę obozu. Doszliśmy do domku, na werandzie siedziała Char z Lucą.
-O nasze nowe gołąbeczki!-zaśmiałam się
-Wyborny żart.-wygięła wargi w grymasie Char.
-Oj żartuje.- i puściłam jej oczko.-jestem zmęczona, idę już.-dodałam po chwili i dałam buziaka Clyde'owi na pożegnanie.
-Pa myszko.-pożegnał się.
Miałam już wchodzić do środka kiedy w naszą stronę podszedł Mike.
-Siemusia ziomeczki.-powiedział
-O hej, już nas nie olewasz?-wyszła nagle wkurzona Steff.
-Olewałem Was?
-Tak trochę, trochę bardzo.-zgodzili się wszyscy
-Widzę że ktoś tu jest zazdrosny, wyluzujcie nie jestem tylko dla Was, mam dziewczyne, Selenę.-powiedział jakby calkiem nie rozumiał o co się wkurzamy.
-Rozumiemy że masz dziewczynę, ale w ogóle z nami nie gadasz więc... - mówiła Stephanie.
-Kociak, co tu robisz?!-przerwała jej Selena, też wyglądała na wkurzoną.
-O hej Selly...-Mike wyglądał na zmieszanego
-Mówiłam Ci coś, miałeś nie gadać z tymi plebsami!-chyab chciała szepnąć mu do ucha ale coś jej nie wyszło
-Ooo, czylu to przez to. Mike, przyjaźnimy się wszyscy, jak mogłeś?-powiedziałam
-Wybieraj Mike albo ja albo ta banda wieśniaków.-postawiła warunek Sel, a wszyscy wbili wzrok wyczekująco na Mike'a...
-Sel..-zawachał się Mike-Se-se-lena.-wydusił z siebie w końcu
-Jak chcesz, idź z tą tapeciarą.-wycedziła przez zęby Steph.
-Nie nazywaj jej tak zdziro.-powiedział i odszedł z Seleną.
-Zdzi-zdzi-ra? Ja?- obadła na tyłek zrezygnowana Steffie...
-Nie jesteś zdzirą, on nie wie co gada.-pocieszył ją Luca
-Racja jesteś niesamowita. Nie słuchajmy go.-zgodzili się wszyscy.
-Teraz Luca jest w naszej paczce.- uśmiechnęłam się i weszłam w głąb domku.
Walnęłam się na łóżko, przykryłam po sam nos kołdrą, leżałam i myślałam jak to wszystko będzie, bo nic nie jets na pewno, wszystko jest pomieszane, godziny dłużą się niemiłosiernie, 5 minut trwa godzinę, 23:00 na zegarku, 23:45, 00:00 Vanessa pomyśl życzenie. Ale o czym tu marzyć? W moim życiu potrzeba cudo twórcy. 01:00... 02:00...03:00...03:05... Film się urwał...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
