-Na serio nie wiedziałam co robię….
-Wiemy Van... Głupio zrobiłaś, nie martw się Clyde się nie dowie. - zgodziły się dziewczyny.- No, teraz szykujmy się zaraz śniadanie i zajęcia.
-Dzięki, jesteście najlepsze.- uściskałam je obie.
Poszliśmy na śniadanie, cały czas unikałam wzroku Clyde'a po prostu nie mogłam teraz spojrzeć mu w oczy.
-Hej kotku co jest?- objął mnie w pasie i spytał czule
- Nic, a co ma być?- spytałam niepewnie odwracając wzrok.
-Nie wiem, ale zachowujesz się jakoś dziwnie i wydajesz się być smutna.
-To tylko się tak wydaje, dopiero odkryłeś że jestem dziwna?- spytałam i uśmiechnęłm się promiennie.
-Oj już dawno, dawno.- zaśmiał się
-No wiesz co, phi dzięki!
-Kocham Cię ty mój dziwaku.- i dał mi buziaka w czoło.
-Ja Ciebie też.-uśmiechnęłam się lekko.
Czułam się rzeczywiście dziwnie, bo on o niczym nie wiedział, będę musiała go oszukiwać, bo nie chcę go ranić... Tak bardzo.
-Muszę lecieć na zajęcia.-powiedziałam
-Jasne, ja właściwie też, do zobaczenia później słonko.- powiedział dał mi buziaka i poszedł w swoją stronę.
Już wchodziłam do sali gdzie miałam zajęcia kiedy nagle coś mocno szarpnęło mnie do tyłu i przycisnęło do boku budynku. Zobaczyłam twarz Melissy.
-Wiem co się stało w nocy słonko, więc albo zerwiesz z Clyde'm, albo wszystko się wyda kotku.- powiedziała z szyderczym uśmiechem na twarzy i wbiła mi szpilkę w nogę.- No to jak będzie?- dodała po chwili.
-Ze-zerwę z-z-z nim- wybełkotałam, a łzy napłynęły mi do oczu.
-Tak myślałam.-uśmiechnęła się i odeszła.
Weszłam do salki cała roztrzęsiona co zdążył już zauważyć Luca, bo popatrzył się w moją stronę i jakby posmutniał, specjalnie usiadłam na drugim końcu sali, nie chciałam teraz o tym z nikim gadać, nie chciałam gadać o niczym, podsumowując.
Weszłam do salki cała roztrzęsiona co zdążył już zauważyć Luca, bo popatrzył się w moją stronę i jakby posmutniał, specjalnie usiadłam na drugim końcu sali, nie chciałam teraz o tym z nikim gadać, nie chciałam gadać o niczym, podsumowując. W środku zajęć wyszłam, nie mogłam usiedzieć, nauczycielowi wytłumaczyłam to 'bólem głowy'. Strasznie się czułam, tylko skąd Melissa wiedziała... Nie chciałam z nim zrywać, tak bardzo go kochałam, ale nie mogłam też dopuścić żeby się o wszystkim dowiedział, więc muszę. Łzy same wypływały mi z oczu nie mogłam ich powstrzymać, z kieszeni wyciągnęłam mojego BlackBerry i wyskrobałam szybko:
"Clyde musimy pilnie pogadać, spotkajmy się za 10 minut pod fontanną."
Nie musiałam długo czekać, a już przyszła odpowiedź.
"Sam miałem to powiedzieć, musimy"
Czyżby wiedział? Nie, nie, bo skąd? Przecież Charlotte i Stephanie by mu powiedziały, może jednak Melissa, albo jedna z jej przyjaciółeczek... Może to coś innego... Szłam pod fontannę i ciągle rozmyślałam o czym on chce ze mną pogadać. Kiedy już doszłam Clyde już tam był.
-Hej kochanie.- uśmiechnął się na mój widok
-Hej...-powiedziałam ze smutkiem
-Chciałaś pogadać, coś nie tak?-spytał zmartwiony
-Nie...Właściwie to tak... Ale ty też chciałeś coś powiedzieć, mów pierwszy...
-Bo wiesz jesteś pierwszą dziewczyną, którą tak na prawdę kocham, ja po prostu nie mogę Cię stracić, pomiędzy nami jest coś magicznego, coś czego jeszcze nigdy nie czułem- z każdym słowem jeszcze bardziej zdawałam sobie sprawe jak bardzo go zranię, i jak bardzo go kocham- to chyba prawdziwa miłość, ja po prostu kocham Cię Vanesso.
-Clyde... Ja nie mogę, już tak dłużej, przepraszam, z nami koniec... -zacisnęłam pięści i powiedziałam przez łzy
-Jak to? Koniec? Żartujesz?- wyglądał jakby zaraz miał się rozpłakać, ale trzymał się żeby nie pokazać słabości
-Żegnaj Clydzie Harrisie.- powiedziałam, rozpłakałam się na dobre i pobiegłam.
-Ale ja Cie kocham!- krzyczał, kiedy byłam już daleko usłyszałam tylko ledwosłyszalne:
-Żegnaj Vanesso Evans...
Płakałam jak nigdy, poszłam na plaże, bo chciałam być sama, już miałam dość. Nie mogłam nic zrobić z tym przeklętym uczuciem pustki, że czegoś brakuje.
Kiedy wróciłam do domku było już całkiem ciemno, spojrzałam na ekran komórki 00:48, 89 nieodebranych połączeń, 30 nieodczytanych wiadomości, Justin przemykł mi przez myśl, nie myliłam się to był on.
Rano beznamiętnie, bez żadnego życia poszłam na śniadanie, nie było Clyde'a, nigdzie, pytałam znajomych nikt go nie widział, na późniejszych zajęciach też się nie pojawił. Poszłam do Demi zapytać się co jest, dowiedziałam się że Clyde, jest w szpitalu, nie wiadomo dlaczego, wsiadłam w byle jaką taksówke i pojechałam do szpitala, musiałam to pewnie była moja wina, co ja najlepszego zrobiłam.
-Clyde! Clyde!- darłam się jak opentana na korytarzu, podbiegła do mnie zaniepokojna pielegniąrka:
-Proszę pani, proszę się uspokoić, co się stało?
-Szukam Clyde'a Harris'a.
-Pokój numer 324 drugie piętro.-poinformowała mnie
-Dziękuje.- i od razu pobiegłam w tę stronę, wbiegłam do sali Clyde'a jak popażona, leżał z zamkniętymi oczami, podpięty milionami kabelków, cały blady, jakby bez życia w sobie, w tym momencie uświadomilam sobie jak bardzo go kocham... Na salę wszedł lekarz.
-Panie doktorze, co mu jest? - spytałam zaniepokojona
-Jest w śpiączce. Nie wiemy czy kiedykolwiek się wybudzi, narazie przy życiu podtrzymują go te maszyny, jeżeli za 3 tygodnie się nie obudzi niestety będziemy zmuszeni go odłączyć... Przykro mi, ale niech nie traci pani nadzieji.
-Nie stracę.-zapewniłam go i wyszłam.
Długo myślałam nad tym co powinnam zrobić i stwierdziłam że będę odwiedzać Clyde'a w szpitalu, aż do momentu aż się nie wybudzi, a później już nigdy w życiu nie stanę z nim w twarzą w twarz, bo oboje musimy ruszyć dalej, poznać kogoś nowego, ułożyć sobie życie od nowa, właściwie nie chcę tego... Ale to jest aktualnie najlepsze wyjście. Zawsze będę go kochać, nie ważne ile czasu minie.
1,5 tygodnia później:
Clyde wybudził się już ze śpiączki... Dokładniej dwa dni temu, od tej pory go nie widziałam. Jestem w ciąży z Justinem, teraz Justin i ja jesteśmy razem... Ale on jeszcze o tym nie wie, narazie nic po mnie nie widać, musze jeszcze sobie wszystko ułożyć, nadal kocham Clyde'a...
-VANESSA EVANS!- krzyknął jakiś dorosły głos, przedzierając się przez hałas stołówki.
-Tu jestem!-wstałam unosząc rękę do góry.
-Proszę, musisz jechać do szpitala.- powiedziała kierowniczka obozu
-Jak to? Co? Po co?- rozkojarzona zadawałam pytania
-Do Twojego chłopaka Clyde'a, on chce się z Tobą widzieć, już się wybudził.
-Do mojego co? Ale.. my już nie jesteśmy razem. - poinformowałam ją
-Och- zastanowiła się na chwilę- Clyde ma tymczasowy zanik pamięci, może inaczej wspomnienia zatrzymały mu się na pewnym momencie, po prostu nie pamięta waszego zerwania, nie możemy narażać go na taki szok więc póki co musisz udawać jego dziewczynę, dla jego dobra.
Przez ten czas mniej więcej udało mi się jakoś wszystko poukładać, JAKOŚ chociaż się wszystko trzyma... Teraz znów...
"Justin przyjedź do szpitala. JUŻ"
Napisałam mu sms-a powinien się o wszystkim dowiedzieć. Poczłapałam w stronę taksówki i wybrałam kurs szpital.
"Jasne. Co jest?!?!?!"
Przyszła odpowiedź. Dojechałam do szpitala. Weszłam do sali 324... Twarz Clyde'a rozpromieniła się.
-Van...Kochanie...Tęskniłem.-mówił, czułam się conajmniej dziwnie
-Clyde, ja też, cieszę się że wszystko już z Tobą ok.- powiedziałam dotykając jego policzka i uśmiechnęłam się sztucznie. Nie mogłam uwierzyć że doprowadziłam go do takiego stanu podobno w noc zerwania Clyde się upił i potrącił go samochód, wszystko przeze mnie, czuję się strasznie, powinnam trzymać się od niego z daleka.
-Poczekaj idę do toalety.-powiedziałam do Clyde'a i wyszłam do szpitalnego holu, tam już czekał Justin.
-Hej, co jest?-spytał i pocałował mnie lekko.
-Nic... Clyde się wybudził i pamięć zatrzymała mu się na tym że nadal jesteśmy razem, nie można narazie ryzykować szoku dla niego więc musze udawać że tak jest...
-Rozumiem myszko, tylko jak długo?
-Nie wiem.- Justin dziwnie posmutniał.
-Czyli dalej musimy się kryć? Chciałem oznajmić to wszytskim na konkursie, a to już za 6 dni, będę tam z moim menagerem...
-Jak narazie tak, ale już nie długo, obiecuje.- i uśmiechnęłam się.- musze już chyba tam wracać.-dodałam po chwilii, pocałowałam go i wyszłam.
-Już jesteś.-uśmiechnął się Clyde.
-Za 6 dni konkurs, kiedy wypisują Cie ze szpitala?-zapytałam
-Dziś.-uśmiechnął się
-Cieszę się Clyde, na serio.- bo i tak było, bolało mnie trochę że znów ranię osobę, która jest mi bliska, tym razem Justin...
-Biorę udział w konkursie.-wypalił Clyde
-CO?!-zrobiłam oczy jak pięcio-złotówki ze zdziwnienia
-Sam nie wiem jak to się stało, ktoś mnie zapisał, kiedy chciałem się wypisać, powiedziano mi że nie ma odwortu, najwyżej wyjdę zrobie jakieś terefere i pójde.-zaśmiał się
-Musze już iść. Obiecalam Steph że obejrzę jej kolekcję. Do zobaczenia potem.- uśmiechnęłam się i wyszłam.
Kiedy dojechałam do obozu, zobaczyłam Mike'a z SELENĄ. WHAT THE FUCK? Ignorował nas przez ostatnie 2 tygodnie i to przez nią?! Przez taką zdzire?! Przeszłam koło niego z obrzydzeniem na twarzy, nawet się nie odezwał tylko Sel targnęła mnie z bara. Smutne że on teraz nas wszystkich olewa. Cóż bywa.
-Hej Stephie.- przywitałam się
-Hejka. Gotowa na szoooooook?- spytała Steff.
-ZAWSZE!-odkrzyknęłam
-tadaaaaam!- i Stephanie odsłoniła kurtyne, za którą stały manekiny w niesamowitych strojach, ona na serio ma talent...
-PRZECUDOWNE.-aż buzia otworzyła mi się z zachwytu
-Nie przesadzaj...Ale dziękuję.- i uśmiechnęła się.
-Gadałaś z Mike'm?- spytała po chwili ciszy Steff
-Jak mogłam, on ma nas w dupie.
-Racja, musimy z nim pogadać.
-Oj, musimy.
-A jak tam u Clyde'a? I ogolnie jak z nowym tajemniczym chłopakiem?- nikt jeszcze nie wiedział kim jest mój nowy chłopak, ale obiecałam im że niedługo się dowiedzą.
-Narazie nic się nie układa, Clyde ma zanik pamięci, czas zatrzymał mu się na tym jak byliśmy jeszcze parą, a mój chłopak... Okej..-podsumowałam
-Ułoży sie wszystko niedługo.-uśmiechnęła się, Steffie samą obecnością potrafiła wprawić mnie w lepszy nastrój.
-Mam nadzieję.- lekko odwzajemniłam uśmiech.
-Wiesz co, idę do domku, muszę odpocząć i wszystko przemyśleć.-powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia
-Ok, zobaczymy się później.
Szłam mozlonym krokiem w stronę domku, usłyszałam kroki, które szły, teraz już chyba biegły, nagle poczułam że ktoś łapie mnie za ramie.
-Hej Vanessa, dawno się nie widzieliśmy.- powiedział Luca i uśmiechnął się uroczo.
-Tak trochę, strasznie dużo się dzieje w ostatnich dniach...-zamyśliłam się
-Wiem, znaczy się słyszałem, tu plotki strasznie szybko się rozchodzą.-zaśmiał się
-Taaak, dużo wiem na temat plotek. Wiesz, jestem zmęczona, muszę trochę pomyśleć...
-Chcesz zostać sama? Jasne, rozumiem.-Luca jakby dziwnie posmutniał.- Cóż idę do Destiny.
-Oooo... a kto to Twoja dziewczyna?- zapytałam i walnęłam mu muke
-Hahaha, nie... Charlotte chyba by się to nie spodobało.
-Co Charlotte, mojej Charlotte?-pytałam z niedowierzaniem
-Twojej, Twojej, jesteśmy parą... To jednak plotki tu nie rozchodzą się aż tak szybko.-i puścił mi oczko
-Ale super! Życzę Wam szczęścia z całego serca!-przytuliłam go
-Dobra, już lecę. Pa Van.
-Narka.-pomachałam mu na pożegnanie.
Postać Luci zaczęła robić się co raz mniejsza i znikać na tle słońca, które zbierało się ku zachodowi. Usiadłam na piasku zaciskając z całych sił jego granulki w pięściach, miałam mętlik w głowie nie wiedziałam co czuje, ani co się dzieje, nie znałam godziny, nawet zapomniałam jaki jest dzień tygodnia, walnęłam się na piasek i po prostu tak zwyczajnie patrzyłam w niebo, jakbym nic nie musiała, żyła z chęci, nie z przymusu.
-Hej kochanie.-zobaczyłam nad swoją głową Clyde'a.
-Hejka.-przywitałam się- Cieszę się że już wyszłeś ze szpitala, i że wszystko ok.- no nie wszystko ale to już dodałam tylko w myślach.
-Ja się cieszę że już moge być z Tobą.-i dał mi buziaka w czoło, sprawił że przez chwilę poczułam się jak mała dziewczynka...
-Chodź, zaczyna się robić późno.-powiedziałam i wstałam.
-Jasne...-zgodził się, ale powiedział to tak jakby chciał coś jeszcze dodać, ale powstrzymał się...
Ruszyliśmy w stronę obozu. Doszliśmy do domku, na werandzie siedziała Char z Lucą.
-O nasze nowe gołąbeczki!-zaśmiałam się
-Wyborny żart.-wygięła wargi w grymasie Char.
-Oj żartuje.- i puściłam jej oczko.-jestem zmęczona, idę już.-dodałam po chwili i dałam buziaka Clyde'owi na pożegnanie.
-Pa myszko.-pożegnał się.
Miałam już wchodzić do środka kiedy w naszą stronę podszedł Mike.
-Siemusia ziomeczki.-powiedział
-O hej, już nas nie olewasz?-wyszła nagle wkurzona Steff.
-Olewałem Was?
-Tak trochę, trochę bardzo.-zgodzili się wszyscy
-Widzę że ktoś tu jest zazdrosny, wyluzujcie nie jestem tylko dla Was, mam dziewczyne, Selenę.-powiedział jakby calkiem nie rozumiał o co się wkurzamy.
-Rozumiemy że masz dziewczynę, ale w ogóle z nami nie gadasz więc... - mówiła Stephanie.
-Kociak, co tu robisz?!-przerwała jej Selena, też wyglądała na wkurzoną.
-O hej Selly...-Mike wyglądał na zmieszanego
-Mówiłam Ci coś, miałeś nie gadać z tymi plebsami!-chyab chciała szepnąć mu do ucha ale coś jej nie wyszło
-Ooo, czylu to przez to. Mike, przyjaźnimy się wszyscy, jak mogłeś?-powiedziałam
-Wybieraj Mike albo ja albo ta banda wieśniaków.-postawiła warunek Sel, a wszyscy wbili wzrok wyczekująco na Mike'a...
-Sel..-zawachał się Mike-Se-se-lena.-wydusił z siebie w końcu
-Jak chcesz, idź z tą tapeciarą.-wycedziła przez zęby Steph.
-Nie nazywaj jej tak zdziro.-powiedział i odszedł z Seleną.
-Zdzi-zdzi-ra? Ja?- obadła na tyłek zrezygnowana Steffie...
-Nie jesteś zdzirą, on nie wie co gada.-pocieszył ją Luca
-Racja jesteś niesamowita. Nie słuchajmy go.-zgodzili się wszyscy.
-Teraz Luca jest w naszej paczce.- uśmiechnęłam się i weszłam w głąb domku.
Walnęłam się na łóżko, przykryłam po sam nos kołdrą, leżałam i myślałam jak to wszystko będzie, bo nic nie jets na pewno, wszystko jest pomieszane, godziny dłużą się niemiłosiernie, 5 minut trwa godzinę, 23:00 na zegarku, 23:45, 00:00 Vanessa pomyśl życzenie. Ale o czym tu marzyć? W moim życiu potrzeba cudo twórcy. 01:00... 02:00...03:00...03:05... Film się urwał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz