środa, 8 kwietnia 2015

Clyde czy Justin, wybiera albo odzejdź cz.3

Zapraszam do czytania :*


 

=================================================

-Nie wiem co mam myśleć Clyde…To dla mnie trudne. Nadal Cię kocham, miłość jest
 silniejsza, wierze w to i dam nam następna szanse.-mówiąc to uśmiechnęłam się lekko, Clyde rozradowany podbiegł do mnie i przypieczętowaliśmy to namiętnym pocałunkiem.
-Choć Vanessa, muszę Ci coś pokazać.- powiedział i pociągnął mnie za rękę, nawet nie wiem kiedy Melissa znikła, to się nie liczyło znowu byłam z Clyde’m… Nie bałam się, nareszcie.
-Zamknij oczy.-szepnął tajemniczo, zrobiłam jak kazał, nagle poczułam że unoszę się nad ziemią, to Clyde niósł mnie na rękach, po kilku chwilach posadził mnie. –Już możesz otworzyć.
-Wow. To jest piękne…- powiedziałam, byliśmy na plaży, wschód słońca, koc, świeczki, jedzenie. To takie romantyczne.- Dziękuję- dodałam po chwili i pocałowałam Clyde’a.
-Należy Ci się , nawet jeszcze więcej Ci się należy.- powiedział i odwzajemnił pocałunek. –Kocham Cię bardzo mocno, i nigdy nie przestanę, będę zawsze o Tobie pamiętał, a żebyś ty o mnie pamiętała…-szepnął mi do ucha i wręczył małe pudełeczko
-Co to?- zapytałam jak głupia
-Przekonaj się sama- uśmiechnął się zalotnie.
Otworzyłam pudełeczko, a w nim ujrzałam kawałek serca, buzia otworzyła mi się automatycznie to było takie śliczne, Clyde oplótł mnie rękoma i zapiął mi łańcuszek na szyi, następnie usiadł koło mnie i złączył kawałki serduszka, ten moment przypieczętowaliśmy pocałunkiem, ta chwila mogłaby trwać wiecznie, to było takie magiczne.
-Chyba musismy już się zbierać, za 20 minut śniadanie, a ja wyglądam jak potwór.- powiedziałam
-Wyglądasz idealnie, ale masz rację.-odpowiedział Clyde i razem wyrusziliśmy w stronę obozu, Clyde odprowadził mnie do domku i rozeszliśmy się.
-WYBACZYŁAŚ MU?!- krzyknęły dziewczyny chórem
-Tak, bo go kocham...Dałam mu następną szanse.-orzekłam
-Rób jak chcesz, my po prostu nie chcemy żeby znów Cię zranił.-powiedziała Steffie z troską i porozumiewawczo spojrzała na Lottie……
-Dzięki dziewczyny, że jesteście.- uśmiechnęłam się.
Nagle do domku wszedł Mike.
-Hejka dziewuchy.- przywitał się
-Kim jest ta Twoja tajemnicza dziewczyna??- zapytała Char.
-Dowiesz się w odpowiednim czasie.- mówiąc to uśmiechnął się tajemniczo.
Byłam ciekawa kim jest ta jego dziewczyna, ale nie chciałam być nachalna więc zostawiłam temat, w moich myślach niebiezpiecznie długo przebywał Justin, ciągle o nim myśle, nie wiem dlaczego. Chciałabym się z nim spotkać, jak będę miała chwile czasu to może do niego wpadne.
Poszliśmy na obiad, teraz mamy czas wolny, później chyba idziemy na spotkanie z kierowniczką na dużej scenie. Postanowiłam że przejdę się na plaże. Wzięłam prysznic, ubrałam krótkie czarne szorty bluzkę w motylki bez ramiączek i fioletowe conversy. Szłam sobie spacerkiem po piasku, woda muskała moje stopy, kocham takie chwile, czasami lubię być sama, myśleć i nic więcej. Nagle poczułam na moich ramionach ciepłe dłonie, gwałtownie obrucilam głowe i zobaczyłam Justin'a, a na mojej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech.
-Cześć, szybko dziś zniknęłaś.-powiedział i usiadł na piasku
-Hej, zostawiłam Ci wiadomość, przeczytałeś?- spytałam i usiadłam koło niego
-Tak, co u Ciebie?
-A jest okej...
-A co z Twoim chłopakiem i wiesz no Tobą?
-Pogodziliśmy się, dałam mu następną szansę.- na te słowa Justin jakby posmutniał, chciałam coś dodać ale zawibrował mój BlackBerry, wyjęłam go z kieszeni spodenek i odczytałam wiadomość:
"Musimy pogadać!!! Spotkajmy się przy fontannie. - Luca"
Musiałam mieć dziwną minę bo Justin spytał:
-Coś nie tak?
-Nie , wszystko jest okej, tylko muszę już iść, przepraszam.- powiedziałam- ale masz tu mój numer, dzwoń i pisz kiedy chcesz.- dodałam i wręczyłam mu karteczkę z numerem.-Narka.
-Pa.
Szłam szybko w stronę fontanny, kiedy doszłam Luca już tam był.
-Hej, o czym musimy pogadać?- zapytałam i przytuliłam go na powitanie
-Może to nie będzie miłe, ale powinnaś wiedzieć... Wczoraj widziałem Twojego chłopaka i Melissę jak się całowali...- mówił
-Wiem. Też ich widziałam, ale już wszystko wyjaśnione, sprawa zamknięta.- powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko
-To dobrze, cieszę się.- odwzajemnił uśmiech
-Może przejdziesz się ze mną do mnie? Mam jeszcze Twoją bluze.
-Z miłą chęcią.- odpowiedział i ruszyliśmy w stronę domku.
Gadaliśmy, opowiadaliśmy różne historie, doszliśmy do domku, oddałam Luce bluze i poszliśmy wraz z Charlotte, Stephanie, Mike'iem , Ryan'em i Clyde'm na spotkanie z kierowniczką.
-Witajcie obozowicze! Mam nadzieję że macie odjechaną zabawe!- paplała- ale przejdźmy do konkretów- (no nareszcie)- w przedostatni dzień odbędzie konkurs tak zwany 'Talenciarz' od dzisiaj macie czas na przygotowanie występu, lub czegoś co będziecie robić, w tym macie dowolność , liczę na Waszą kreatywność. Po spotkaniu proszę podejść do stolika przy recepcji i zapisywać się, macie czas do kolacji.- powiedziała i tym zakończyła spotkanie.
Wszyscy się rozeszli.
-Kto z Was zamierza się zapisać?- spytał Mike.
-Ja nie , to nie dla mnie, ostatni publiczny występ miałam w trzeciej klasie i puściłam pawia na 'Romea', nie zamiła historia, nie chcę tego powtarzać.- powiedziałam, a wszyscy zaczęli się śmiać.
-Sorry, ja i talent? Dwie różne rzeczy.-rzekł Clyde
-Ja chyba wezmę udział, zrobię pokaz mody. Podobno ma być tam Jimmy Choo i Chloe- nie moge zmarnować takiej szansy, sami wiecie.- powiedziała Steffie.
-Dobrze że bierzesz udział, ja chyba też wezmę, ale sama nie wiem.- mówiła Charlotte
-Bierz, to dla Ciebie szansa. Ja może też wezmę udział, wystawie moje prace.- stwierdził Ryan
-Ja odpadam, nie jestem za dobry w tańcu.- powiedział Mike.
-Dobra ja idę się zapisać- powiedziala Steffie.
-Czekaj idę z Tobą.- dołączył Ryan
-Ja też!- krzyknęła Lottie i dołączyła do nich.
-Ja muszę już lecieć, narka!- pożegnał się Mike.
-To co skarbie zostaliśmy sami. Może dasz się namówić na przechadzkę.- spytał Clyde i musnął moje usta.
-Jasne, czemu nie.- uśmiechnęłam się.
Spacerowaliśmy razem do czasu aż nie zawibrował mój BlackBerry, zawsze w odpowiednim momencie, taaak złośliwość rzeczy martwych, no nic wyjęłam telefon z kieszeni i odczytałam wiadomość:
"Hej, może dasz się namówić na kolejne piżama-party? Jutro? -Justin"
Pomyślałam chwilę i odpowiedziałam:
"Brzmi nieźle,okej jak uda mi się wymknąć to wpadnę, liczę na gorącą czekoladę ;)"
-Od kogo to?- spytał zaciekawiony Clyde
-Od misia gogo.- odpowiedziałam i zaśmiałam się. - Jestem zmęczona, możemy już wracać?
-Co tylko chcesz myszko.- powiedział i objął mnie w pasie.
Wracaliśmy w ciszy, która w cale nie była niezręczna, rozumieliśmy się po prostu bez słów. Doszliśmy do domku, pożegnałam się z Clyde'm i weszłam.
Dziewczyny spały jak zabite a była dopiero 22:30, wyciągnęłam BlackBerry i napisałam do Justin'a:
"Co powiesz na to piżama-party dzisiaj? Akurat mam możliwości :)"
Po dosłownie 10 sekundach otrzymałam odpowiedź:
"Okej, już możesz iść... ;)"
Przebrałam się tylko i wyszłam w stronę domku Justin'a, na szczęście nikt nie chodził po obozie. Szłam spacerem i po jakis 10 minutach byłam juz na miejscu. Zapukałam lekko do drzwi.
-PROSZĘ WEJDŹ VANESSA! - usłyszałam kryk Just'a, jego głos wywołał uśmiech na mojej twarzy.
-Hej.- powiedziałam i przytuliłam go na powitanie.
-Cześć, to co czekolada?- zapytał na wstępnie i uśmiechnął się uroczo.
-Mam ochotę na coś mocniejszego.- puściłam mu oczko
-Jasneeeee. I wyciągnął jakieś trunki, wódki, wina z barku. Co wybierasz?- spytał z zaciekawieniem
-Kto wypije więcej wódki bez popity?- wpadłam na głupi pomysł, nie wiem co mi dziś strzeliło do głowy. Justin popatrzył się na mnie dziwnie.
-No, nie wiem...
-Co wymiękasz?
-Jak tak pogrywasz to dawaj te flachy!- krzyknął i chwycił butelke wódki.
Piliśmy, aż każdy doszedł do dna, ani ja ani Justin już nie wiedzieliśmy co robimy, śmiałam się z niczego, Justin z resztą nie był gorszy……
-Mam straszną ochotę Cię pocałować.- wypalił Justin i zbliżył swoje usta do moich, następnie musnął je lekko.- Przepraszam, musiałem.- dodał po chwili i zaczął się śmiać. Zaczęłam całować Justin'a, on odwzajemniał pocałunki, nagle on już nie miał koszulki ja spodenek... Później już tylko zostaliśmy w bieliźnie.
Justin błądził ciepłymi dłońmi po moim ciele doszedł do zapięcia mojego stanika, rozpiął go i ściągnął jednym zwinnym ruchem, nie przestawaliśmy się całować, ja szybko pozbyłam się jego bokserek, i nawet nie pamiętam kiedy byłam już całkiem naga. Justin bez namysłu wbił się we mnie, jęknełam z bólu, ale później było już tylko co raz przyjemniej. Krzyczałam z rozkoszy, nasze oddechy stały się nierównomierne, czułam że Justin zaraz dojdzie, z resztą ja też. Nagle poczułam przyjemne uczucie przeszywające całe moje ciało, wygięłam się i zajęczałam, mina Justin'a wskazywała na to że on też już doszedł. Tej upojnej nocy zasnęłam w objęciach Justin'a.
Obudziłam się rano z potwornym bólem głowy i nie pamiętając niczego wzięłam prysznic, ubrałam się, kiedy wyszłam z łazienki zobaczyłam Justin'a siedzącego na kanapie.
-Hej, też tak strasznie się czujesz jak ja?- zapytałam
-Mhmmmmm, ehhhhhhhhhhhh.- bełkotał
-Dobra, wiesz co, ty chyba wypiłeś więcej... Wydobrzej, a ja już zmykam do obozu i w tym momencie wyszłam w stronę ośrodka, po drodze spotkałam Lucę.
-Hej Vanessa.- powiedział z uśmiechem na twarzy
-Heeej.- jęknęłam
-Nie wyglądasz za dobrze coś nie tak?
-Nie, nie wszystko ok. Co tu robisz o tej porze?- spytałam zaciekawiona bo była chyba 6 rano.
-Nie mogłem spać więc stwierdziłem że się przejde, takie samo pytanie do Ciebie.
-I taka sama odpowiedź- zmyśliłam i uśmiechnęłam się.-muszę już iść.- dodałam po chwilii
-Ok, zobaczymy się na zajęciach, narka.
Weszłam cichutko do domku, o dziwo nie zbudziłam dziewczyn, wzięłam jakieś tabletki na ból głowy i walnęłam się na łóżku. Nie mogłam już zasnąć, po prostu leżałam, myślałam i właśnie teraz przypomniałam sobie co zaszło ostatniej nocy...
Zaczęłam płakać. Jezus! Co ja zrobiłam, nie mogłam w to uwierzyć, ale przecież byłam napita, nie wiedziałam co robie...To żadne wytłumaczenie, to był chyba najgłupszy pomysł na jaki mogłam wpaść... Clyde nie może się o tym dowiedzieć, więc się nie dowie...
-Ejj co się stało Nessa?- zapytała Char i czule mnie objęła, one zawsze mi wszystko mówią więc chyba powinnam.
Było mi trudno ale powiedziałam im wszystko…..

Clyde czy Justin, wybieraj albo odejdź cz.2


Clyde bez koszulki całujący się z Melissą?!?! Łzy napłynęły mi do oczu, jak on mógł… Ona jest zdzirą, ale on… Coś we mnie pękło. Uciekłam zanim zdążyli mnie zauważyć, biegłam przez las zapłakana, nie wiedziałam gdzie biegne po prostu biegłam przed siebie, czułam pustkę nie mogłam zrozumieć jak on mógł…Nagle wpadłam na kogoś, wywaliłam się, rozcięłam sobie ręke, i poobijałam się, ale nic poważnego, bardziej bałam się o tego drugiego ‘kogoś’.
-O mój boże! Nic Ci nie jest?!- spytał chłopięcy głos, który wydawał mi się dziwnie znajomy.
-Nie, jest ok. A Tobie?
-Mi też nic nie jest.- w tym momencie podał mi rękę i pomógł mi wstać, widziałam kontury jego twarzy, było ciemno, nie mogłam rozpoznać kto to.
-Chodźmy do mnie, mieszkam nie daleko, lepiej sprawdzić czy nic Ci nie jest.-mówił, dalej nie mogłam się otrząsnąć po tym co zobaczyłam na plaży, więc zgodziłam się, nie chciałam teraz być sama.
Szliśmy w milczeniu, ciągle zaciągałam nosem, żeby powstrzymać łzy, których chyba miałam litry w oczach, a litry już wylałam, byłam cała roztrzęsiona nie mogłam w to uwierzyć.
-Co jest?-zapytał jakby poddenerwowany.
-Nic.
-Może Cie nie znam ale nie myśl że uwierzę.- po tych słowach lekko uśmiechnęłam się, nadal zaciągając nosem.
-Opowiem Ci później- powiedziałam- może…- dodałam ledwo słyszalnie
-Ok, nie będę naciskał, właściwie jak masz na imie?
-Vanessa, a ty?
-Justin, miło mi Cię poznać, choć może okoliczności są nie miłe.- uśmiechnął się zalotnie
-Mi Ciebie też, tak trochę.- odwzajemniłam uśmiech.
Nagle weszliśmy do malutkiego domku, który znajdował się w środku lasu, na totalnym odludzi, Justin zapalił światło teraz dokładnie widziałam jego postać, zabawne to ten Justin Bieber sławna gwiazdeczka, ciekawe jaki jest, może się przekonam.
-Ładnie tu.-skwitowałam
-Może być, właściwie to tu nie mieszkam, jestem tylko na wakacjach, chce odpocząć od wszystkiego.-mówił jakby zdziwiony.
-Czemu jesteś taki zdziwiony? Wyglądam jak potwór ale…-
-Nie, nie wyglądasz świetnie, chodzi o to że każda dziewczyna piszczy na mój widok, jesteś jakaś inna… dziwna…nie wiesz kim jestem?-przerwał mi.
-Jasne że wiem, chyba każdy wie-zaśmiałam się-To jednak nie każda, a co to miało znaczyć? Taki komplement?-rzuciłam w niego poduszką i śmiałam się, on odrzucił we mnie poduszkę, też się śmiał.
-Jesteś może głodna albo coś?- zapytał z troską
-Nie, ale napiłabym się czegoś ciepłego, jeżeli to nie problem.
-Oczywiście że nie! Gorąca czekolada z piankami i bitą śmietaną razy dwa!- krzyknął niczym prawdziwy kelner i oboje się zaśmialiśmy
-Czekaj pomogę Ci!- i poczłapałam za nim do kuchni.
Justin, skończył robić czekoladę i wręczył mi kubek pyszności, była naprawdę smakowita! Chyba najlepsza jaką piłam, musze tu chyba częściej bywać, ogólnie to Just jest całkiem spoko, jest bardzo pozytywny i w ogóle. Nawet zapomniałam przez chwile o Clydzie, choć to nadal bolało.
- Co tu robisz właściwie? Czemu nie 5 gwiazdkowy hotel dla gwiazdy?-spytałam.
-Nie kręci mnie to, wole odpocząć od fanek, fałszywych ludzi, sławy. A co się stało Tobie? Miałaś powiedzieć?
-Chyba powinnam… Więc…- i opowiedziałam mu całą historie, on naprawdę się tym interesował, mówiąc to płakałam a on przytulił mnie czule.
-Lepiej zostań tu na noc, jest strasznie ciemno, nawet nie wiesz gdzie masz iść.- powiedział Justin.
-Boję się wracać, a jeżeli to nie problem to chętnie zostanę, jest bardzo miło, jutro i tak nikt nie będzie kontaktować, i nie ma zajęć.- stwierdziłam
-Super!-krzyknął- To ty śpisz tu na podłodze, a ja u siebie na łóżku, jestem gwiazdą więc jestem lepszy.- mówił
Zamurowało mnie, myślałam że jest inny, nie taki egoistyczny i ‘sławny’.
-Spokojnie żartuje!- śmiał się -Ja śpie na podłodze- powiedział na koniec.
-A może zróbmy piżama-party? Na kołdrach na podłodze, maraton filmowy i takie tam.- dałam pomysł
-Brzmi nie źle, ale czy to nie jest aby dla dziewczyn?
-A kogo to obchodzi?- zapytałam
-Właśnie! To co PIŻAAAAAAAAAAAAAAMAAAAAAAA-PAAAAAAAARTY!- wydarł się i oboje zaczęliśmy rechotać niczym żabki.
Bawiłam się świetnie, gadaliśmy strasznie dużo, o wszystkim o życiu, problemach, śmialiśmy się, oglądaliśmy filmy, zapomniałam o całej sprawie, choć wiem że później znów będę musiała do tego wrócić, ale to później teraz się dobrze bawię, i zaczęłam lubić Justina.
Obudziły mnie promienie słońca lekko muskające moją twarz, otworzyłam oczy, leżałam na podłodze na pięciu kołdrach i dwóch poduszkach, Justin podobnie, dookoła były kubki po gorącej czekoladzie, chipsy, okruszki pizzy, nieźle się bawiliśmy. Nie chcąc budzić Just’a cichutko wstałam ubrałam się w jego koszulkę, którą dał mi wcześniej, napisał mu karteczkę:
„Przepraszam, musiałam wyjść, bo będą się martwić. Dziękuję Ci za wszystko, świetnie się bawiłam. Jesteś niesamowity, mam nadzieję że jeszcze się spotkamy.
PS Wiesz gdzie mnie szukać ;)”
i wyszłam w stronę obozu, kiedy w końcu doszłam, wślizgnęłam się po cichu do domku, oczywiście Charlotte i Steph się obudziły, jak zawsze.
-GDZIEŚ TY DO CHOLERY JASNEJ BYŁA?- darła się Steff
-Spokojnie, chill out, byłam bezpieczna, jestem zdrowa tak?- powiedziałam i opowiedziałam im caluśką historię, oczywiście znów się rozkleiłam, przypomniałam sobie co zrobił Clyde… Nie wiem do czego jeszcze między nimi doszło, ta noc była jak sen, a teraz znów ta szara smutna rzeczywistość.
Dziewczyny pocieszały mnie i wyklinały na Clyde’a, nie powiedziałam im że ten chłopak to Justin Bieber ‘gwiazda’ bo ja go w cale tak nie traktowałam, a po za tym one wpadłyby w szał czy coś… jak na razie chcę unikać Clyde’a, nie chce go widzieć na oczy.
-Idę się przejść, mam mętlik w głowie.- oznajmiłam i wyszłam.
Szłam sobie spacerkiem, kiedy nagle ktoś objął mnie w pasie.
-Cześć księżniczko.-powiedział Clyde i uchylił się żeby mnie pocałować, ale ja się mu wyrwałam i zaczęłam płakać.
-O co chodzi? Co Ci jest?- dopytywał się
-Jak w ogole możesz pytać? Idź lepiej całować Melissę, jak to robiłeś wczoraj, a raczej dzisiaj w nocy-krzyczałam przez łzy
-Van… Ja, przepraszam, byłem wstawiony, ona zaczęła… Nie wiedziałem co robię, kocham tylko Ciebie, ona nic nie znaczy, nie wiedziałem że to widziałaś…- tłumaczył się
-No widzisz, widziałam. Nie byłeś aż tak bardzo wstawiony jeżeli to pamiętasz, po prostu zapomnij, zapomnij o nas, to koniec.- nadal go kochałam, ale musiałam… Nie chciałam żeby znów mnie ranił…
W tej samej chwili podeszła Melissa.
-Cześć kotku, wczorajsza noc była niesamowita, jesteś niezły… - powiedziała, traktując mnie jak powietrze.
-Słuchaj Melissa, to była pomyłka byłem wstawiony, nie wiedziałem co robie, jesteś wredną suką, dobrze wiedziałaś że bym tego nie zrobił o zdrowych zmysłach! Kocham tylko Vanesse! A ty wszystko zniszczyłaś zdziro!- krzyczał, a ja nadal obserwowałam wszystko z boku
-Co ty gadasz jesteśmy parą misiek.- podeszła i go przytuliła ale on ją odepchnął.
-Van, proszę wybacz mi… Kocham Cię, nie przeżyje bez Ciebie…- mówił z łzami w oczach, pierwszy raz widziałam go płaczącego… CDN....

wtorek, 7 kwietnia 2015

Clyde czy Jutin, wybieraj albo odejdź cz.1

Życzę miłego czytania :* :*


WSTAAAAAAAAAAAAAAAWAĆ!
-usłyszałam krzyk nagle poczułam na sobie ciężar ciała Clyde’a, który zsunął się obok mnie i dał mi buziaka w czoło.
-Śpię jeszcze debilu.- uśmiechając się powiedziałam.
-Już nie śpisz.- stwierdził.
Siadając na łóżku sprawdziłam godzinę, pięć po dziewiątej, już do reszty go pogrzało, cóż lepiej niż wczoraj pięć minut więcej spałam.
-OOOOOOOOOOOOOuch!- krzyknęłam, gdy poczułam poduszkę na swojej twarzy.
-Sorry Vanessa, musiałam. Musisz się ubierać.- orzekła Stephanie, gdyby nie była moją najlepszą kumpelą pewnie by już nie żyła, tak samo Clyde jakby nie był moim chłopakiem też by już zginął, ale kocham ich.
-Tak, tak. Wybaczam Steffie.
-Phi, jakbyś miała inny wybór.
-Jeszcze 2 minuty i śniadanie.- ponagliła nas Emily, współlokatorka, bo tak się składa że teraz jestem na obozie ‘talenciarzy’ nie daleko Rzymu we Włoszech, jakieś 2500km od domu, namówili mnie na to moi cudowni znajomi, ale przecież nie ważne gdzie ważne z kim, dziś w nocy przylecieliśmy więc to nasz pierwszy dzień, jeszcze jakieś 16 i do domu, ledwo przyjechałam, a już tęsknie za Kanadą, choć przecież znajomi są ze mną, eh zawsze tak mam, no nic zamierzam się tu świetnie bawić, i na razie mi się to świetnie udaje. Cieszę się że jest ze mną cała paczka czyli: Steffie, Clyde, Ryan, Charlotte i Mike.
Wstałam, przecież trzeba się ubrać, brutalnie przy tym spychając Clyde’a z łóżka, który tylko zmierzył mnie piorunująco wzorkiem i przesłał mi buziaka. Zwróciłam się w stronę szafy wyciągnęłam jakieś jeans’owe szorty ogrodniczki i koszulkę z „Supreme”, do tego czapka z „LA” i czerwone conversy i jest okej. Za drzwiami domku na tarasie stała nasza wychowawczyni Demi i krzyczała na nas że jak zawsze się spóźniamy, a pokój Clyde’a jest gdzie indziej, bo z naszej paczki to jak na razie tylko ja i Clyde byliśmy parą.
Wszyscy więc szybko wyskoczyli z łóżek i szybko wybiegli w stronę stołówki na, której jedzenie wyglądało jakby ktoś je przeżuł i wypluł, będę ważyła 5 kilo mniej! Usiedliśmy przy naszym stoliku, gdy nagle drzwi stołówki otworzyły się i weszły gwiazdy sąsiedniego obozu, mianowicie: Melisa, Jasmine oraz Selena. Przeszły koło naszego stolika podnosząc okulary od Jimmie’go Choo aby zmierzyć nas wzrokiem, dziewczyny z tzw. ”Świty Gwiazd” zawsze miały jakiś element stroju taki sam, to czyniło je NIBY wyjątkowymi. Ha dobre żarty.
Uwagę wszystkich zwróciło gdy na szpilkę od D&G Melisy spadł gulasz, coś idealnej księżniczce się nie udało.
-Uważaj Melisa chyba w coś wdepłaś. –parsknął Mike.
-Smutne, dziecko nie potrafi odróżnić prostych rzeczy, te szpilki mogę oddać teraz Twoim biednym koleżaneczkom, o! Vanessa masz, i tak Cię na takie nie stać- zakpiła.
Ja oczywiście nie miałam odwagi żeby się odezwać, więc po prostu jadłam kanapki w ciszy, totalnie ignorując zniewagę mojej osoby, nasze paczki się nienawidziły, ale Melisa najbardziej dokuczała mi, sama nie wiem dlaczego.
-Zamknij się i spadaj stąd zanim cały gulasz nie wyląduje na Twojej głowie Lissa.- wycedził przez zęby Clyde.
-Clyde, kotku teraz jesteś taki wredny? Nie pamiętasz już jak razem całowaliśmy się u mnie w domu?-spytała, obróciła się na pięcie i odeszła w stronę toalety.
-O czym ona mówi Clyde?! - spytałam zmartwiona i lekka wkurzona.
-Wiesz… jakby Ci to powiedzieć, hmm… bo ja i ona ten teges, no… byliśmy pa-par-rą. –jąkał się. – Ale to było zanim my się poznaliśmy i w ogóle… To było dawno, jeszcze chodziłem z nią do szkoły, ona była czirliderką, a ja grałem w drużynie, i jakoś tak wyszło…
-Jakoś tak? Czemu nie powiedziałeś nic wcześniej, mieliśmy nic przed sobą nie ukrywać, ale Clyde jest ok, każdy ma jakąś przeszłość. – Cóż przy najmniej wiem dlaczego jestem na jej pierwszej fali ognia.
-UWAGA!- naszą rozmowe przerwała Demi wraz z innym wychowawcami. – Chcieliśmy Wam oznajmić że już mamy wasze plany zajęć, czyli rozkład warsztatów dopasowanych do kryteriów jakie podaliście na kartach, które wypełnialiście w samolocie. Wychowawcy zaraz je rozdadzą.
Demi doszła mozolnym krokiem do naszego stolika i podała nam karty,
-panie Harris „obijanie się” to nie jest zajęcie.
Clyde ‘pan Harris’ zaczerwienił się, a wszyscy parsknęli dzikim śmiechem.
-Kto z Was ma zajęcia śpiewu?-spytałam.
-Ja mam breakdance i dancehall, sorki Van.- powiedział Mike
-Ja warsztaty projektancie.- orzekła Steff.
-Sorry Ness, teatr.- powiedziała Charlotte.
-Idę na warsztaty plastyczne.- powiedział Ryan.
-A ja mam GRE NA GITARZE?!!!- ryknął Clyde.- WTF? Nigdy nie grałem na gitarze. O mój boże mogłem normalnie wypełniać te kryteria.
-Mogłeś, mogłeś, cóż wychodzi na to że wszyscy mamy zajęcia osobno, szkoda, ale według planu wieczorem jest powitalne ognisko. Super, to do zobaczenia, zaraz mam zajęcia. Narka.- pożegnałam się i odeszłam.
Weszłam do Sali gdzie miałam zajęcia i zobaczyłam Melisse i jej świtę, będę musiała je znosić, ale w rogu siedział jakiś chłopak podeszłam do niego bez wahania.
-Jak masz na imię?- zapytałam
-Luca, a ty?- odpowiedział
-Vanessa, ale możesz mi mówić Van albo Nessa, nie jesteś chyba z obozu?
-Nie, jestem stąd a to ośrodek moich rodziców, mam z Wami zajęcia, rodzice kazali mi przyjechać tu na Wasz turnus, czyli praktycznie to jestem z obozu - wyjaśnił
-Wow, ale świetnie umiesz angielski.
-Jako tako, moja mama jest amerykanką.
-Cisza Klaso! – wszedł przystojniak starszy ale przystojniak. –Nazywam się Ezra, i będę Waszym nauczycielem śpiewu na warsztatach. Chciałbym żeby każdy z Was przygotował na następne warsztaty piosenkę, która opisuje Was, w ten sposób będziemy się poznawać.
Zajęcia śpiewu są po prostu świetne, zleciały tak szybko, tylko Melissa i jej świta wszystko psuje, ale Luca… On jest niesamowitym facetem, jest taki miły, a uroku dodają mu te wielkie czekoladowe oczy i niesfornie ułożone brązowe włosy… Ale o czym ja myśle?! Przecież jestem z Clyde’m, kocham go… Nie wiem co mi strzela do głowy, tak czy owak musze przestać flirtować i robić nadzieje Luce, bo przecież przyjaźń damsko-męska istnieje… Przy najmniej przekonamy się.
-Wybierasz się na ognisko?- wyrwał mnie z rozmyślań Luca
-Tak, wybieram się z moimi przyjaciół mi, ale oni na pewno z chęcią Ciebie poznają, może dołączysz?- spytałam.
-Jasne, brzmi spoko, to spotkamy się na ognisku.
-Ok, do zobaczenia. ;)
Szłam w stronę naszego domku czytając plan zajęć innych, który wzięłam z holu, wychodzi na to że Steff idzie właśnie na warsztaty, ma po mnie, ale się rozminęłyśmy, ale Lotte powinna być wolna, nie będę się nudzić.
-Hej, jak było na zajęciach?- powiedziała Charlotte witając mnie na progu.
-A okej, poznałam fajnego chłopaka ma na imię Luca, a na te same zajęcia chodzi oczywiście Melissa ze swoją świtą, one wszystko psują.
-Ignoruj je, Luca powiadasz? Pamiętaj że masz Clyde’a, ale ja jestem wolna. Ładny? Fajny? Miły? Skąd jest?- zaczęła zasypywać mnie pytaniami
-Tak się składa że będziesz miała okazje go poznać, będzie na ognisku i powiedziałam mu że Was pozna.
-Ciao.- do domku wszedł Clyde.- Te warsztaty to jakaś masakra, ale wiecie co? Nawet umiem grać na gitarze, lekcje w gimnazjum się opłaciły.- zaśmiał się- a jak tam u Ciebie skarbie?
-Jest spoko, tylko Melissa, sam wiesz jak jest.- powiedziałam
-Ale jest L…- zaczęła Lotte ale ucięła bo ją kopnęłam.
-Nie przejmuj się nią Van. Olej ją, nie jesteś warta takich nerwów myszko.- powiedział i delikatnie pocałował mnie w czoło, na szczęście zignorował Char.
-Dzięki Clyde- pocałowałam go lekko w usta.- A właśnie, jak u Ciebie Lottie?
-Nie jest tak źle, ale myślałam że będzie lepiej, ŻADNEGO fajnego chłopaka, masakra.- skwitowała.
-Ahh Lott, ty zawsze tylko o chłopakach, na pewno są pozytywy .
Nagle do domku wparowała Stephanie, wyglądała na mega wkurzoną.
-ZDZIRY, TĘPE ZDZIRY!- krzyczała.
-Steff, co się stało?- zapytałam
-Te trzy zdziry chodzą na moje zajęcia, chyba je tam zabije gołymi rękoma.
-Jak to? Na śpiew też chodzą. Można tak w ogóle?- powiedziała Char.
-Tak, no Ci z drugiego obozu mogą, a jak to one twierdzą, będą miały większy wybór co robić na końcowym konkursie talentów. – wyjaśniła Steffie.
-Konkursie talentów?- powtórzył Clyde.
-No tak, na koniec ma być, będzie tam podobno Usher, Rihanna i inni łowcy talentów z Hollywood, a główną nagrodą jest kontrakt na rozwijanie talentów.- ponownie mówiła Steff.
-Nawet nie wiedziałam, może ktoś z nas będzie sławny? –zaśmiałam się.
Później już tylko wszyscy wracali ze swoich zajęć, poszliśmy na obiad, na którym na szczęście obeszło się bez starć z Melissą, Jasmine i Seleną. Teraz wszyscy przygotowują się na ognisko, a ja jestem rozdarta bo nie wiem co mam włożyć.
-STEPHANIE, CHARLOTTE!-krzyknęłam
-Nie drzyj się jesteśmy w pokoju obok, co jest?- spytała Char.
-Nie wiem w co się ubrać.
-Jak to nie wiesz? Ubierz te jeansowe szorty, bluzkę z flagą USA i marynarkę z podwijanymi rękawami z podszewką w paski. –powiedziała Steff.
-Do tego czerwone szelki.-dodała Lottie.
-Dzięki dziewczyny, nie wiem co bym bez Was zrobiła.
-Poszłabyś na golasa?- zaśmiała się Steph
-Zaiste, wyborny żart.-zakpiłam.
Wszystkie trzy przy szykowałyśmy się, chłopcy już na nas czekali przed domkiem.
-A gdzie Mike?-spytała Charlotte
-Nie wiemy, poszedł z jakąś tajemniczą panienką. Zobaczymy co z tego wyjdzie, może jakiś romansik. – śmiał się Clyde
-Dobra, nie ważne. Chodźcie na ognisko, bo już się zaczęło.- powiedziała Steff.
Gdy tylko doszliśmy na miejsce od razu zobaczyłam Luce, pomachałam mu i pokazałam żeby podszedł, przytuliliśmy się na powitanie.
-Kochani to jest Luca, Luca poznaj moich przyjaciół.- przedstawiłam.
-Hej, jestem Clyde, CHŁOPAK Vanessy.- powiedział Clyde, z dziwnym grymasem na twarzy, podkreślając słowo ‘chłopak’ i złapał mnie za rękę, a ja tylko zaciśniłam uścisk na znak żeby trochę wyluzował.
-Jestem Stephanie, ale mów mi Steff, Steffie, z resztą jak chcesz.
-Ryan, żółwik ziooooooom!
-A ja jestem Charlotte.
-Jest jeszcze Mike, ale gdzieś się błąka z dziewczyną.-powiedziałam
-Okej, miło mi Was poznać.
-Nam Ciebie też.-odkrzykneli chórem.
Wszyscy rozeszli się w swoim kierunku, zrobiło się ciemno, wychowawcy już dawno zdążyli się ulotnić, ktoś skombinował alkohol i zaczęła się impreza.
-Co tak stoisz z boku?- zaskoczył mnie Luca.
- A nie wiem, jakoś alkohol mnie nie kręci.- odpowiedziałam.
-Szczerze mówiąc, mnie też nie specjalnie.- zgodził się.
Godziny płynęły nam szybko, trochę tańczyliśmy trochę gadaliśmy, Luca jest na serio niesamowity, ale przez ten cały czas zgubiłam gdzieś moich znajomych, a w szczególności Clyde’a, pewnie już się upił, nigdy tego w nim nie lubiłam że tak strasznie lubił balować, czasami serio przeginał.
-Zimno mi.-powiedziałam, po czym Luca bez namysłu owinął mnie swoją bluzą.
-Dzięki, ale nie musisz.
-Wiem ale chcę.- powiedział.
-Przepraszam Cię na chwilkę.- powiedziałam i odeszłam.
Szłam rozglądając się za Clyde’m, nigdzie go nie było więc poszłam na plaże, sobie posiedzieć, a tam zobaczyłam straszny widok…..