Życzę miłego czytania :* :*
WSTAAAAAAAAAAAAAAAWAĆ!
-usłyszałam krzyk nagle poczułam na sobie ciężar ciała Clyde’a, który zsunął się obok mnie i dał mi buziaka w czoło.
-Śpię jeszcze debilu.- uśmiechając się powiedziałam.
-Już nie śpisz.- stwierdził.
Siadając na łóżku sprawdziłam godzinę, pięć po dziewiątej, już do reszty go pogrzało, cóż lepiej niż wczoraj pięć minut więcej spałam.
-OOOOOOOOOOOOOuch!- krzyknęłam, gdy poczułam poduszkę na swojej twarzy.
-Sorry Vanessa, musiałam. Musisz się ubierać.- orzekła Stephanie, gdyby nie była moją najlepszą kumpelą pewnie by już nie żyła, tak samo Clyde jakby nie był moim chłopakiem też by już zginął, ale kocham ich.
-Tak, tak. Wybaczam Steffie.
-Phi, jakbyś miała inny wybór.
-Jeszcze 2 minuty i śniadanie.- ponagliła nas Emily, współlokatorka, bo tak się składa że teraz jestem na obozie ‘talenciarzy’ nie daleko Rzymu we Włoszech, jakieś 2500km od domu, namówili mnie na to moi cudowni znajomi, ale przecież nie ważne gdzie ważne z kim, dziś w nocy przylecieliśmy więc to nasz pierwszy dzień, jeszcze jakieś 16 i do domu, ledwo przyjechałam, a już tęsknie za Kanadą, choć przecież znajomi są ze mną, eh zawsze tak mam, no nic zamierzam się tu świetnie bawić, i na razie mi się to świetnie udaje. Cieszę się że jest ze mną cała paczka czyli: Steffie, Clyde, Ryan, Charlotte i Mike.
Wstałam, przecież trzeba się ubrać, brutalnie przy tym spychając Clyde’a z łóżka, który tylko zmierzył mnie piorunująco wzorkiem i przesłał mi buziaka. Zwróciłam się w stronę szafy wyciągnęłam jakieś jeans’owe szorty ogrodniczki i koszulkę z „Supreme”, do tego czapka z „LA” i czerwone conversy i jest okej. Za drzwiami domku na tarasie stała nasza wychowawczyni Demi i krzyczała na nas że jak zawsze się spóźniamy, a pokój Clyde’a jest gdzie indziej, bo z naszej paczki to jak na razie tylko ja i Clyde byliśmy parą.
Wszyscy więc szybko wyskoczyli z łóżek i szybko wybiegli w stronę stołówki na, której jedzenie wyglądało jakby ktoś je przeżuł i wypluł, będę ważyła 5 kilo mniej! Usiedliśmy przy naszym stoliku, gdy nagle drzwi stołówki otworzyły się i weszły gwiazdy sąsiedniego obozu, mianowicie: Melisa, Jasmine oraz Selena. Przeszły koło naszego stolika podnosząc okulary od Jimmie’go Choo aby zmierzyć nas wzrokiem, dziewczyny z tzw. ”Świty Gwiazd” zawsze miały jakiś element stroju taki sam, to czyniło je NIBY wyjątkowymi. Ha dobre żarty.
Uwagę wszystkich zwróciło gdy na szpilkę od D&G Melisy spadł gulasz, coś idealnej księżniczce się nie udało.
-Uważaj Melisa chyba w coś wdepłaś. –parsknął Mike.
-Smutne, dziecko nie potrafi odróżnić prostych rzeczy, te szpilki mogę oddać teraz Twoim biednym koleżaneczkom, o! Vanessa masz, i tak Cię na takie nie stać- zakpiła.
Ja oczywiście nie miałam odwagi żeby się odezwać, więc po prostu jadłam kanapki w ciszy, totalnie ignorując zniewagę mojej osoby, nasze paczki się nienawidziły, ale Melisa najbardziej dokuczała mi, sama nie wiem dlaczego.
-Zamknij się i spadaj stąd zanim cały gulasz nie wyląduje na Twojej głowie Lissa.- wycedził przez zęby Clyde.
-Clyde, kotku teraz jesteś taki wredny? Nie pamiętasz już jak razem całowaliśmy się u mnie w domu?-spytała, obróciła się na pięcie i odeszła w stronę toalety.
-O czym ona mówi Clyde?! - spytałam zmartwiona i lekka wkurzona.
-Wiesz… jakby Ci to powiedzieć, hmm… bo ja i ona ten teges, no… byliśmy pa-par-rą. –jąkał się. – Ale to było zanim my się poznaliśmy i w ogóle… To było dawno, jeszcze chodziłem z nią do szkoły, ona była czirliderką, a ja grałem w drużynie, i jakoś tak wyszło…
-Jakoś tak? Czemu nie powiedziałeś nic wcześniej, mieliśmy nic przed sobą nie ukrywać, ale Clyde jest ok, każdy ma jakąś przeszłość. – Cóż przy najmniej wiem dlaczego jestem na jej pierwszej fali ognia.
-UWAGA!- naszą rozmowe przerwała Demi wraz z innym wychowawcami. – Chcieliśmy Wam oznajmić że już mamy wasze plany zajęć, czyli rozkład warsztatów dopasowanych do kryteriów jakie podaliście na kartach, które wypełnialiście w samolocie. Wychowawcy zaraz je rozdadzą.
Demi doszła mozolnym krokiem do naszego stolika i podała nam karty,
-panie Harris „obijanie się” to nie jest zajęcie.
Clyde ‘pan Harris’ zaczerwienił się, a wszyscy parsknęli dzikim śmiechem.
-Kto z Was ma zajęcia śpiewu?-spytałam.
-Ja mam breakdance i dancehall, sorki Van.- powiedział Mike
-Ja warsztaty projektancie.- orzekła Steff.
-Sorry Ness, teatr.- powiedziała Charlotte.
-Idę na warsztaty plastyczne.- powiedział Ryan.
-A ja mam GRE NA GITARZE?!!!- ryknął Clyde.- WTF? Nigdy nie grałem na gitarze. O mój boże mogłem normalnie wypełniać te kryteria.
-Mogłeś, mogłeś, cóż wychodzi na to że wszyscy mamy zajęcia osobno, szkoda, ale według planu wieczorem jest powitalne ognisko. Super, to do zobaczenia, zaraz mam zajęcia. Narka.- pożegnałam się i odeszłam.
Weszłam do Sali gdzie miałam zajęcia i zobaczyłam Melisse i jej świtę, będę musiała je znosić, ale w rogu siedział jakiś chłopak podeszłam do niego bez wahania.
-Jak masz na imię?- zapytałam
-Luca, a ty?- odpowiedział
-Vanessa, ale możesz mi mówić Van albo Nessa, nie jesteś chyba z obozu?
-Nie, jestem stąd a to ośrodek moich rodziców, mam z Wami zajęcia, rodzice kazali mi przyjechać tu na Wasz turnus, czyli praktycznie to jestem z obozu - wyjaśnił
-Wow, ale świetnie umiesz angielski.
-Jako tako, moja mama jest amerykanką.
-Cisza Klaso! – wszedł przystojniak starszy ale przystojniak. –Nazywam się Ezra, i będę Waszym nauczycielem śpiewu na warsztatach. Chciałbym żeby każdy z Was przygotował na następne warsztaty piosenkę, która opisuje Was, w ten sposób będziemy się poznawać.
Zajęcia śpiewu są po prostu świetne, zleciały tak szybko, tylko Melissa i jej świta wszystko psuje, ale Luca… On jest niesamowitym facetem, jest taki miły, a uroku dodają mu te wielkie czekoladowe oczy i niesfornie ułożone brązowe włosy… Ale o czym ja myśle?! Przecież jestem z Clyde’m, kocham go… Nie wiem co mi strzela do głowy, tak czy owak musze przestać flirtować i robić nadzieje Luce, bo przecież przyjaźń damsko-męska istnieje… Przy najmniej przekonamy się.
-Wybierasz się na ognisko?- wyrwał mnie z rozmyślań Luca
-Tak, wybieram się z moimi przyjaciół mi, ale oni na pewno z chęcią Ciebie poznają, może dołączysz?- spytałam.
-Jasne, brzmi spoko, to spotkamy się na ognisku.
-Ok, do zobaczenia. ;)
Szłam w stronę naszego domku czytając plan zajęć innych, który wzięłam z holu, wychodzi na to że Steff idzie właśnie na warsztaty, ma po mnie, ale się rozminęłyśmy, ale Lotte powinna być wolna, nie będę się nudzić.
-Hej, jak było na zajęciach?- powiedziała Charlotte witając mnie na progu.
-A okej, poznałam fajnego chłopaka ma na imię Luca, a na te same zajęcia chodzi oczywiście Melissa ze swoją świtą, one wszystko psują.
-Ignoruj je, Luca powiadasz? Pamiętaj że masz Clyde’a, ale ja jestem wolna. Ładny? Fajny? Miły? Skąd jest?- zaczęła zasypywać mnie pytaniami
-Tak się składa że będziesz miała okazje go poznać, będzie na ognisku i powiedziałam mu że Was pozna.
-Ciao.- do domku wszedł Clyde.- Te warsztaty to jakaś masakra, ale wiecie co? Nawet umiem grać na gitarze, lekcje w gimnazjum się opłaciły.- zaśmiał się- a jak tam u Ciebie skarbie?
-Jest spoko, tylko Melissa, sam wiesz jak jest.- powiedziałam
-Ale jest L…- zaczęła Lotte ale ucięła bo ją kopnęłam.
-Nie przejmuj się nią Van. Olej ją, nie jesteś warta takich nerwów myszko.- powiedział i delikatnie pocałował mnie w czoło, na szczęście zignorował Char.
-Dzięki Clyde- pocałowałam go lekko w usta.- A właśnie, jak u Ciebie Lottie?
-Nie jest tak źle, ale myślałam że będzie lepiej, ŻADNEGO fajnego chłopaka, masakra.- skwitowała.
-Ahh Lott, ty zawsze tylko o chłopakach, na pewno są pozytywy .
Nagle do domku wparowała Stephanie, wyglądała na mega wkurzoną.
-ZDZIRY, TĘPE ZDZIRY!- krzyczała.
-Steff, co się stało?- zapytałam
-Te trzy zdziry chodzą na moje zajęcia, chyba je tam zabije gołymi rękoma.
-Jak to? Na śpiew też chodzą. Można tak w ogóle?- powiedziała Char.
-Tak, no Ci z drugiego obozu mogą, a jak to one twierdzą, będą miały większy wybór co robić na końcowym konkursie talentów. – wyjaśniła Steffie.
-Konkursie talentów?- powtórzył Clyde.
-No tak, na koniec ma być, będzie tam podobno Usher, Rihanna i inni łowcy talentów z Hollywood, a główną nagrodą jest kontrakt na rozwijanie talentów.- ponownie mówiła Steff.
-Nawet nie wiedziałam, może ktoś z nas będzie sławny? –zaśmiałam się.
Później już tylko wszyscy wracali ze swoich zajęć, poszliśmy na obiad, na którym na szczęście obeszło się bez starć z Melissą, Jasmine i Seleną. Teraz wszyscy przygotowują się na ognisko, a ja jestem rozdarta bo nie wiem co mam włożyć.
-STEPHANIE, CHARLOTTE!-krzyknęłam
-Nie drzyj się jesteśmy w pokoju obok, co jest?- spytała Char.
-Nie wiem w co się ubrać.
-Jak to nie wiesz? Ubierz te jeansowe szorty, bluzkę z flagą USA i marynarkę z podwijanymi rękawami z podszewką w paski. –powiedziała Steff.
-Do tego czerwone szelki.-dodała Lottie.
-Dzięki dziewczyny, nie wiem co bym bez Was zrobiła.
-Poszłabyś na golasa?- zaśmiała się Steph
-Zaiste, wyborny żart.-zakpiłam.
Wszystkie trzy przy szykowałyśmy się, chłopcy już na nas czekali przed domkiem.
-A gdzie Mike?-spytała Charlotte
-Nie wiemy, poszedł z jakąś tajemniczą panienką. Zobaczymy co z tego wyjdzie, może jakiś romansik. – śmiał się Clyde
-Dobra, nie ważne. Chodźcie na ognisko, bo już się zaczęło.- powiedziała Steff.
Gdy tylko doszliśmy na miejsce od razu zobaczyłam Luce, pomachałam mu i pokazałam żeby podszedł, przytuliliśmy się na powitanie.
-Kochani to jest Luca, Luca poznaj moich przyjaciół.- przedstawiłam.
-Hej, jestem Clyde, CHŁOPAK Vanessy.- powiedział Clyde, z dziwnym grymasem na twarzy, podkreślając słowo ‘chłopak’ i złapał mnie za rękę, a ja tylko zaciśniłam uścisk na znak żeby trochę wyluzował.
-Jestem Stephanie, ale mów mi Steff, Steffie, z resztą jak chcesz.
-Ryan, żółwik ziooooooom!
-A ja jestem Charlotte.
-Jest jeszcze Mike, ale gdzieś się błąka z dziewczyną.-powiedziałam
-Okej, miło mi Was poznać.
-Nam Ciebie też.-odkrzykneli chórem.
Wszyscy rozeszli się w swoim kierunku, zrobiło się ciemno, wychowawcy już dawno zdążyli się ulotnić, ktoś skombinował alkohol i zaczęła się impreza.
-Co tak stoisz z boku?- zaskoczył mnie Luca.
- A nie wiem, jakoś alkohol mnie nie kręci.- odpowiedziałam.
-Szczerze mówiąc, mnie też nie specjalnie.- zgodził się.
Godziny płynęły nam szybko, trochę tańczyliśmy trochę gadaliśmy, Luca jest na serio niesamowity, ale przez ten cały czas zgubiłam gdzieś moich znajomych, a w szczególności Clyde’a, pewnie już się upił, nigdy tego w nim nie lubiłam że tak strasznie lubił balować, czasami serio przeginał.
-Zimno mi.-powiedziałam, po czym Luca bez namysłu owinął mnie swoją bluzą.
-Dzięki, ale nie musisz.
-Wiem ale chcę.- powiedział.
-Przepraszam Cię na chwilkę.- powiedziałam i odeszłam.
Szłam rozglądając się za Clyde’m, nigdzie go nie było więc poszłam na plaże, sobie posiedzieć, a tam zobaczyłam straszny widok…..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz